Adres strony:  http://www.przk.pl/pg/pl/komentarze/piotr_tomczyk/parytety_zamiast_niewidzialnej_reki.html
Komentarze / Piotr Tomczyk

Parytety zamiast niewidzialnej ręki demokracji

 

Niedługo minie sto lat od Międzynarodowego Kongresu Kobiet Socjalistek w Kopenhadze. W czasie kongresu, który odbywał się w dniach 26-28 sierpnia 1910 r., ustanowiony został „Międzynarodowy Dzień Kobiet”. W Europie, od 1911 roku, nowe, socjalistyczne święto obchodzone było 19 marca. Po 11 latach komunistyczni przywódcy „Kraju Rad” postanowili przenieść je na 8 marca. I tak już zostało do dziś.

 

Jednym z głównych postulatów feministycznych bojowniczek było przyznanie kobietom praw wyborczych. Polki uzyskały je tuż po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości w 1918 r., czyli wcześniej niż kobiety w Anglii, Francji czy USA!  Po wielu latach temat praw wyborczych dla kobiet powrócił na nasze polityczne salony, tyle że w mocno zdeformowanej postaci.

Polscy parlamentarzyści zastanawiają się teraz nad poparciem zgłoszonej przez „środowiska kobiece" ustawy parytetowej. Projekt ten zakłada zapewnienie kobietom takiej samej jak mężczyznom liczby miejsc na listach wyborczych do różnego szczebla rad, Sejmu i Senatu.

 

Zapisy polskiej konstytucji wydają się jednoznaczne. „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Dlaczego w takim razie wybory „niewidzialnej ręki demokracji” miałyby zostać ograniczone warunkami dyskryminującymi część obywateli naszego kraju z powodu ich płci? Entuzjaści parytetów tłumaczą, że proponowane przez nich rozwiązania rzeczywiście prowadzą do dyskryminacji, ale jest to... „dyskryminacja pozytywna”!

 

Politycy największych ugrupowań partyjnych nie protestują przeciw tym pomysłom. Byłoby to szczególnie ryzykowne w czasie, gdy media przypominają sobie o korupcji, prywacie i ogólnie niskim poziomie standardów moralnych wśród polityczno-biznesowych elit, sugerując jednocześnie, że źródłem problemów polskiej polityki może być... zbyt mały udział kobiet w życiu publicznym!

 

Chęć przypodobania się feministkom daje czasem efekty kuriozalne.

„Gdybym był kobietą, to byłbym lepszym premierem” – żartował (?)  nie tak dawno jeden z dobrze znanych polityków.

 

Co gorsza, jego koledzy po fachu całkiem poważnie dywagują, czy rozwiązania proponowane przez feministki nie powinny być wprowadzone także do świata nauki i biznesu.

 

W zamian międzypłciowe parytety miałyby nie obowiązywać w rodzinach.

 

 

 

 

 

oceń artykuł:
5/5 (5)
następny   |   następny wróć