U Polaków w Rumunii |
Mało kto wie, że w Rumunii żyje wielu Polaków, którzy pozostają wierni katolickiej wierze i tradycji, przywiezionej przed wiekami z ojczyzny. W podróż na spotkanie z nimi udał się abp Henryk Muszyński, który opowiedział nam o tym, z czym spotkał się w Rumunii. Dziś zapraszamy na pierwszą część tej fascynującej podróży – drugą przedstawimy za tydzień.
Za Franciszka Józefa
W połowie sierpnia odbyłem podróż przez Polskę, Ukrainę do Rumunii, dokładniej na Bukowinę, by nawiedzić naszych rodaków, którzy mieszkają tutaj od wieków. Większość z nich rekrutuje się z Podhala albo przynajmniej z południowej Polski. Ich przodkowie przybyli tutaj za dawnych galicyjskich czasów, niektórzy z nich jeszcze za czasów cesarza Franciszka Józefa, gdy jego władza obejmowała nie tylko dzisiejszą Austrię z Wiedniem, ale i Wielką Galicję, od Krakowa przez Lwów aż do Mołdawii. Przybyli tutaj za chlebem z okolic Wieliczki, Bochni i otrzymali kawałek ziemi pomiędzy górami. Nierzadko były to lasy, które trzeba było wykarczować i utworzyli tu małe bukowińskie Podhale. Przenieśli tu dawne zwyczaje, stroje, tradycje, ale także wiarę ojców, pobożność i przywiązanie do Kościoła, katolicką wiarę z żywym kultem i nabożeństwem do Matki Bożej. W każdym kościele i prawie każdym domu można znaleźć obraz Matki Bożej Częstochowskiej, MB Nieustającej Pomocy lub figurę Niepokalanej.
Przybywający na Bukowinę zaczęli pracę od tego umieli: od wydobywania soli w tamtejszych kopalniach soli. Przynieśli ze sobą wiekowe doświadczenie tej trudnej pracy i zaczęli ją udoskonalać na nowej ziemi, która miała stać się ich drugą ojczyzną.
„Nie przyjmuję usprawiedliwień”
Dotychczas słyszałem wiele o pobożności naszych małopolskich górali na Bukowinie, głównie od ks. bp. Piotra Gherghela, biskupa diecezjalnego Jassi, gdzie mieszka obecnie większość naszych rodaków. To właśnie na jego zaproszenie udałem się do Rumunii wraz z bratem Włodzimierzem, który tym razem towarzyszył mi nie tylko jako kierowca, ale także jako honorowy kapelan i dokumentalista. Był to mój pierwszy pobyt w Rumunii. Dotychczas byłem jedynie na lotnisku w Bukareszcie, które za dawnych czasów, gdy nie było bezpośredniego połączenia lotniczego z Tel Awiwem, służyło jako rodzaj pomostu do Izraela. Nie byłem jednak pierwszym przedstawicielem polskiej hierarchii, który odwiedził naszych rodaków. Przede mną był tu ks. kard. Józef Glemp, a także obecny Prymas, ks. abp Józef Kowalczyk, jeszcze jako Nuncjusz Apostolski w Polsce. Polacy, których odwiedziłem zachowali wdzięczną pamięć o tych wizytach. Niejednokrotnie zarówno kapłani jak i wierni świeccy prosili, by przekazać serdeczne pozdrowienia, co niniejszym czynię.
Z biskupem Petru (rumuńskie Piotr) Gherghelem łączą mnie bardzo serdeczne, braterskie związki. Wspólnie uczestniczyliśmy w aż czterech synodach w Rzymie. Czterokrotnie nawiedził Grób św. Wojciecha przy różnych okazjach. Zawsze, czy to w Rzymie czy gdzie indziej, pozdrawiał mnie po polsku. Wielokrotnie zapraszał do swojej diecezji. Niestety moje dotychczasowe obowiązki nie pozwalały mi skorzystać z tego zaproszenia. Wreszcie, gdy doczekałem się emerytury, zatelefonował do mnie i powiedział: - Teraz nie przyjmę już żadnych usprawiedliwień i wymówek, czekam na obiecane odwiedziny.
Nowa sukienka dla Maryi
Tak też się stało. Bezpośrednią okazją do wizyty była podniosła uroczystość w małym, ale znanym w Rumunii sanktuarium w Kaczika (po polsku „Kaczki”), gdzie czczony jest wizerunek Czarnej Madonny z Częstochowy, przywieziony przed wiekami przez przodków. W ciągu przeszło dwustu lat srebrna sukienka Matki Bożej uległa zniszczeniu. Z fundacji Ojców Paulinów z Jasnej Góry, którzy również przybyli z tej okazji, Matka Boża otrzymała nową sukienkę i ukazała się ponownie w całym blasku. Jako znak zawodowej solidarności „białych górników” soli i „czarnych górników”, którzy kopią czarne złoto węgla, władze i wierni powiatu raciborskiego ufundowali w Kaczika piękny brązowy pomnik Jana Pawła II z napisem Joannis Paulus II – In memoriam – Totus Tuus. Zarówno w czasie odsłonięcia odnowionego wizerunku Matki Bożej, jak i pomnika Jana Pawła II widziałem na niejednej twarzy ogromną radość, a nawet prawdziwe łzy wzruszenia i wdzięczności. Na uroczystość przybyła delegacja Raciborza z Panem Wojewodą, chór raciborzanek w pięknych ludowych strojach, a także wysocy przedstawiciele władz miejscowych, regionu i parlamentów polskiego i rumuńskiego, gdzie Polaków reprezentuje pan Gerwazy Longier oraz delegacja Parlamentu Europejskiego. Pan Gerwazy służył nam życzliwą pomocą przy przekraczaniu zarówno ukraińsko-rumuńskiej granicy przy wjeździe jak i przy wyjeździe z rumuńsko-ukraińskiej strony. Zaoszczędziło to nam wiele godzin czekania na granicy, potraktowano nas jako rodzaj „oficjalnej delegacji”.
Takich widoków się nie zapomina
Program mojego pobytu był niezmiernie bogaty. Główne uroczystości miały miejsce w Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Miałem okazję i zaszczyt razem z ks. bp. Gherghelem, innymi biskupami, przy koncelebrze licznych kapłanów, przewodniczyć głównej Mszy św., w czasie której wygłosiłem homilię w języku polskim, tłumaczoną równocześnie na język rumuński. Ewangeliczne orędzie o nawiedzeniu Maryi w domu Elżbiety nabrało dość nieoczekiwanie nowej, głęboko symbolicznej wymowy. Kaczika stała się bukowińskim Ain Karem, które zostało nawiedzone przez Maryję, Matkę Jezusa i ludzi. Podobnie jak ongiś w górzystej krainie Judy, dokąd przybyła z Jezusem ukrytym jeszcze pod sercem, tym razem jako Matka Kościoła przybyła wraz z Jezusem, również ukrytym, choć prawdziwie żyjącym w swoim Kościele. Przybyła, by dalej uczyć jak żyć, kochać i iść z Jezusem przez życie. Otaczające nas góry usłane były nie tylko bogatym kwieciem, różnobarwną roślinnością, ale także przepięknymi, różnokolorowymi strojami wiernych, którzy stanowili jakby żywą dekorację i ozdobę ołtarza. Takich widoków się nie zapomina! Szczególną radością napawała duża liczba młodych ludzi, ministrantów i innych związanych ze służbą ołtarza, których radosny, młodzieńczy nastrój udzielał się innym. Trwali wokół ołtarza pomimo iście tropikalnej temperatury, dochodzącej niekiedy do temperatury 37o C.
Konie w kwietnych uprzężach
Bezpośrednio z granicy, w towarzystwie ks. bp. Gherghela, który powitał nas na granicy diecezji, udaliśmy się do małej wioski Nowy Sołoniec, w pobliżu Kaczika, zamieszkałej wyłącznie przez Polaków. Na granicy wsi przywitała nas banderia konna. W czasie mojej przeszło 25. posługi, w żadnej z moich dotychczasowych diecezji nie witano biskupów tak uroczyście. Górale zapamiętali ten zwyczaj w dawnej ojczyźnie i przenieśli go do swojej nowej małej ojczyzny. Aby dostosować i niejako zrównać barwny korowód strojów, udekorowali wstążeczkami nie tylko głowy i uprząż koni, ale także ich ogony. Wszystko to wyglądało niezmiernie okazale i już wigilię nadawało koloryt wielkiego święta.
Tutaj o godzinie 19 wigilię Uroczystości przewodniczyłem Mszy św. i wygłosiłem homilię. Obecna była chyba cała parafia. W same święto, zanim rozpoczęła się główna celebracja eucharystyczna, miała miejsce osobna Msza św. dla Polaków. W czasie tej Mszy św. wygłosiłem homilię, oczywiście po polsku. Wszystko inne: śpiewy, modlitwy, stroje miało również udział narodowy. Udział wiernych był także bardzo żywy i bezpośredni. Wszystko wyglądało jak w okolicach Nowego Targu, tyle że miało charakter jeszcze bardziej radosny, wykonywany z ogromnym zaangażowaniem, całym sercem.
Szczególnie wzruszający był różaniec fatimski wieczorem, na rozpoczęcie nabożeństwa światła w przededniu uroczystości. O godz. 10 wieczorem zapłonęło morze żywych świateł unoszonych w rytmie Ave Maria. Nabożeństwo maryjne skończyło się dopiero po północy.
| oceń artykuł: |
|
0/5 (0) |
| poprzedni | następny | wróć |
- Katolik nie potrzebuje maski
-
Janusz Palikot zadeklarował chęć zakrycia twarzy słynnego Chrystusa ze Świebodzina maską Anonymous. W zgrabny sposób połączył kpinę z religijnego symbolu z walką o wolność słowa w internecie (choć chciałoby się raczej napisać „pseudowolność słowa”) oraz z promowaniem własnej osoby i własnego ugrupowania.
więcej » - Autorytet z pieskiem
-
Dotychczas była znana głównie jako autorka sformułowań „Miłość jest jak niedziela”, „Rycz, mała, rycz”, „Wyszłam za mąż, zaraz wracam”, „Serwus, jestem nerwus”. Teraz najbardziej znany cytat jej autorstwa brzmi: „Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam” i dotyczy aborcji. Dwóch aborcji, do dokonania których przyznała się w telewizyjnym reportażu. Jego głównym motywem był fakt, że ona nie lubi dzieci i nigdy ich nie chciała mieć.więcej »
- W obronie wolności słowa. TV Trwam kontra KRRiTV
-
Jeszcze dzień, jeszcze dwa i ta sprawa zniknie w morzu nowych tematów, którymi codziennie absorbuje się opinię publiczną. W końcu tak na dobrą sprawę kto rozumie, o co chodzi z tym multipleksem, na którym nie ma jednej niszowej telewizji? Katolicy protestują, ale kto się będzie nimi przejmował, w końcu oni zawsze jakby co, to jedynie „nadstawią drugi policzek”. Dlaczego musimy upominać się o Telewizję Trwam właśnie teraz?
więcej » - Przy stole czy na marginesie?
-
Negocjacje wokół paktu fiskalnego pokazały, że rola Polski w Unii Europejskiej nie jest tak znacząca jak twierdzili rządzący. W najbliższym czasie okaże się, czy nasz kraj znalazł się poza centrum decyzyjnym Wspólnoty.
więcej » - Świeccy - pora wstać!
-
Nie wiem, czy powstanie Błękitna Polska, ale to, że polscy katolicy się budzą i coraz więcej o nich słychać, jest w najwyższym stopniu godne pochwały!więcej »
- Lekarz z powołaniem
-
Z dr med. Ewą KUCHARSKĄ, reumatologiem, zwyciężczynią w plebiscycie na najlepszego lekarza Małopolski roku 2011 i dyrektorem Centrum Medycznego VADIMED w Krakowie, rozmawia ks. Robert Nęcekwięcej »
- Węgry - odwaga samodzielności
-
W sobotę 21 stycznia blisko pół miliona ludzi wyszło na ulice Budapesztu w wielkiej manifestacji gromadzącej tłumy, jakie pamiętam chyba tylko na Mszach podczas pielgrzymek Ojca Świętego. Widziałem dumnych Węgrów, silnych przekonaniem, że obrali słuszną drogę, pełnych nadziei, bo widzą jak wielu ich jest i z tego także bierze się ich siła.
więcej » - "Armagedon nadchodzi"?
-
Warsztaty z szycia pluszaków, kuchnia azjatycka, Japan Quiz, a w sali obok panele dla „fanów psychopatów i ich wąskich źrenic” oraz „praktyczne konkursy”, w których nastoletnie dziewczyny udają lesbijki, a chłopcy homoseksualistów. I to wszystko w naszych szkołach.
więcej » - Niepełnosprawność siedzi w głowie
-
– Pomagamy osobom po amputacjach w zdobyciu porządnej protezy, ale nawet najlepsza nie zastąpi ich poczucia wartości. Ważne jest wciąganie ich w aktywne życie – mówi „Przewodnikowi Katolickiemu” Jasiek Mela, założyciel i prezes fundacji „Poza Horyzonty”.
więcej » - Przebijając się przez mur
-
Spotykamy ich na dworcach, na ulicy proszą nas o pieniądze. Dajemy kilka złotych, uspokajając sumienie, albo nie dajemy nic, bo przecież sami wybrali taki los, bo przepiją…
więcej »
Tematy numeru:
- Kultura
- Staroświecka jak przecinek autorka paru wierszy
- Wiara i Kościół
- Blef religijności
- Społeczeństwo
- Katolik nie potrzebuje maski
- Rodzina
- Choinka w małżeńskiej sypialni



drukuj















