dzisiaj jest: niedziela, 05.02.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 6/2010 » Społeczeństwo »

Sondaż... a może manipulacja?

autor: Jarosław Stróżyk

 2010 rok jest wyjątkowy ze względu na liczbę wyborów, które stoją przed Polakami. Jesienią czekają nas głosowania w wyborach prezydenckich i samorządowych. Wielu z nas do urn będzie musiało pójść aż czterokrotnie.

  

Jednak zanim to nastąpi, czeka nas bardzo długa kampania wyborcza, a co za tym idzie, prawdziwy wysyp przedwyborczych sondaży. Od kilku lat stały się one nieodłącznym elementem naszego życia politycznego i praktycznie nie ma tygodnia, żeby w mediach nie pojawiały się wyniki badań opinii publicznej, dotyczące popularności poszczególnych partii, polityków, propozycji zmian czy naszego światopoglądu. A im bliżej wyborów, tym będzie ich więcej.
Pojawiającym się sondażom nieodłącznie towarzyszy pytanie o ich rzetelność. Mówi się, że są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, przeklęte kłamstwa i statystyki. Ta myśl XIX-wiecznego brytyjskiego polityka Benjamina Disraeliego, gdyby w niej zamienić „statystyki” na „sondaże”, idealnie oddawałaby stosunek do nich znacznej części Polaków. „Nie wierzę w sondaże” – pisze w internecie jeden z krytyków. „W ten sposób próbuje się urabiać opinię publiczną, sugerując jej, na kogo należy głosować i do jakich poglądów powinno się przyznawać”. Pod taką opinią podpisałaby się z pewnością większość ich przeciwników. Sugerują oni, że sondaże robione są na zamówienie pod określone partie i polityków, a wyniki przez nie prezentowane niewiele mają wspólnego z rzeczywistością.

 

Najgłośniejsze wpadki
Rzeczywiście lista sondażowych pomyłek jest spora. Można wręcz powiedzieć, że od początku unosi się nad nimi pewne fatum. Wystarczy wspomnieć tutaj wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych z roku 1948. Wówczas tamtejsze ośrodki badania opinii publicznej przewidywały, że republikański kandydat na prezydenta Thomas Dewey pewnie pokona urzędującego prezydenta demokratę Harry’ego Trumana. Sondaże dawały mu tak wielką przewagę, że dzień po wyborach niektóre gazety miały nawet nagłówki zatytułowane Dewey pokonał Trumana. Kiedy okazało się, że w rzeczywistości to jednak Truman wygrał wybory, zdobywając ponad 2 mln głosów więcej niż jego przeciwnik, na tamtejsze ośrodki spadła lawina krytyki.
W Polsce nie trzeba sięgać aż tak daleko w przeszłość. Wystarczy przypomnieć wybory prezydenckie z 2005 r., kiedy większość ośrodków badawczych prognozowała zwycięstwo Donalda Tuska w wyścigu z Lechem Kaczyńskim. Niektóre sondaże jeszcze kilkanaście dni przed II turą wyborów dawały mu aż 20-proc. przewagę. W rzeczywistości w wyborach zwyciężył Kaczyński, zdobywając ponad 54 proc. głosów. Tusk otrzymał poparcie od 46 proc. głosujących. Inne znane wpadki firm sondażowych to np. niedoszacowanie wyników Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin w wyborach parlamentarnych z 2001 r.

 

Dlaczego sondaże się mylą?
Czy jednak sondaże specjalnie prezentują złe wyniki, aby opinię publiczną wprowadzić w błąd? Takiego stanowiska nie podziela dr Jacek Kloczkowski, politolog z krakowskiego Ośrodka Myśli Politycznej. – Sondaże są bardzo często demonizowane – uważa. – To prawda, że niektóre partie z reguły wypadają lepiej w sondażach niż w wyborach, a inne gorzej. Jednak nie wynika to z celowego działania firm przeprowadzających badania. Jego zdaniem kluczowy dla powstawania błędów jest czynnik ludzki. – To nie wina firm badawczych, że ludzie pytani o to, na kogo będą głosować, nie chcą powiedzieć prawdy. Tak było np. w przypadku LPR i Samoobrony, kiedy ludzie wstydzili się przyznać, że w rzeczywistości będą głosować na te partie – przekonuje politolog. Dlatego zdaniem Kloczkowskiego problemem nie są sondaże, tylko wytwarzanie pewnego klimatu wokół polityki, zwłaszcza w mediach, w którym jedne partie traktowane są lepiej, a inne gorzej.
O tym, że ludzie chętniej przyznają się do popierania „modnych” partii, można przekonać się, śledząc właśnie wyniki sondaży. Badania przeprowadzane tuż po wyborach pokazują, że dużo więcej ludzi twierdzi, iż głosowało na zwycięską opcję, niż miało to miejsce w rzeczywistości. I to niezależnie od tego, czy wybory wygrało ugrupowanie centrowe, prawicowe czy lewicowe.
Dr Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, ma jednak do przeprowadzanych w Polsce badań opinii publicznej sporo zastrzeżeń. – Bardzo często są one przeprowadzane na niereprezentatywnych próbach. W teorii jest to solidna próba tysiąca, ale w rzeczywistości okazuje się, że odpowiedzi udzieliło tylko np. ok. 400 osób, a to jest już zbyt mało, by mówić o reprezentatywnych wynikach. Mimo tego takie sondaże są nagminnie publikowane – mówi politolog. Podaje też inne błędy, jego zdaniem, popełniane przez ośrodki badania opinii publicznej. – Coraz częściej sondaże są przeprowadzane za pomocą metody telefonicznej. Jest to metoda najszybsza, ale niesie też największe ryzyko błędu. W Polsce jest zbyt niski wskaźnik telefonizacji, by z tej metody korzystać. Z reguły prowadzi ona do nadreprezentacji w próbie osób mieszkających w dużych miastach kosztem tych, którzy mieszkają na wsiach i w małych miasteczkach – informuje.
Według dr. Bartłomieja Biskupa także przeprowadzanie wywiadów ankietowych w domach respondentów nie jest najlepszym rozwiązaniem. - W polskich warunkach mamy do czynienia z dużą liczbą odmów odpowiedzi przez co zmniejsza się próba, a wynik opatrzony jest większym błędem. Poza tym ta metoda nie zapewnia anonimowości, co automatycznie sprawia, że odpowiedzi mogą być niezgodne z rzeczywistością – mówi politolog. Jego zdaniem najlepsze efekty daje przeprowadzanie anonimowych wywiadów ankietowych na ulicy, ale niewiele z naszych pracowni badań opinii z niej korzysta.

 

Zwracać uwagę na trend, a nie na pojedynczy sondaż
Ośrodki badania opinii publicznej odpierają krytykę pod swoim adresem. – Nagłaśniane są jedynie te nieliczne przypadki, w których prognozy nie zgadzają się w niemal 100 proc. z ostatecznymi wynikami. Tymczasem ponad 90 proc. badań jest bardzo dokładnych i pokrywa się z wynikami – przekonuje Maciej Siejewicz z Instytutu GfK Polonia. Jak wytłumaczy zatem różnice w badaniach różnych instytutów?
- Wszystko zależy od doboru próby i metodologii. Instytuty badania opinii publicznej niekoniecznie korzystają z tych samych rozwiązań. Próba badawcza może być np. losowana z bazy PESEL lub innej. Niektóre pracownie, pytając np. o nazwę partii, podają nazwisko lidera, inne nie. To wszystko sprawia, że wyniki się między sobą nieco różnią – tłumaczy. Jednak jego zdaniem niezależnie od tego, czy autorem badania jest CBOS, OBOP, PBS czy GfK Polonia, pokazują one ten sam układ poparcia na polskiej scenie politycznej. – Na pierwszym miejscu jest PO, dalej PiS, następnie SLD i w końcu PSL – mówi i dodaje, że jego firmie udało się np. bardzo dokładnie przewidzieć wyniki ostatnich wyborów do europarlamentu.
Według dr. Kloczkowskiego dużo zamieszania wokół sondaży robią sami politycy. – Z jednej strony niezależnie od opcji politycznej zgodnie jak jeden mąż zapewniają, że nie wierzą w sondaże i skarżą się, że krzywdzą one właśnie ich partię. Z drugiej strony, jeśli tylko pojawi się badanie korzystne dla ich partii, to natychmiast się na nie powołują we wszelkich możliwych programach telewizyjnych – mówi. I to właśnie uzależnienie polityków od sondaży, a nie same badania jest, zdaniem politologa, najpoważniejszym zagrożeniem dla naszej demokracji. – Wiele ważnych decyzji, np. o reformach, nie jest podejmowanych, bo politycy patrzą w sondaże i boją się podejmować ryzykowne, często niepopularne decyzje – mówi Kloczkowski i dodaje, że nie ma żadnych powodów, by sami Polacy mieli obawiać się sondaży. – Ważne jest tylko, żeby przy dokonywaniu wyborów kierować się swoimi przekonaniami, a nie tym co mówią inni.
Z kolei Siejewicz przypomina, że wynik sondażu to jedynie prognoza, a nie stuprocentowe odzwierciedlenie rzeczywistości. – Najważniejsze jest obserwowanie tendencji, i to w dłuższej perspektywie czasu, np. półrocznej. Jeden sondaż może zawierać błąd, ale tendencji nie zafałszuje. Jeśli tak będziemy podchodzić do sondaży, to okaże się, że są one bardzo stabilne i w miarę poprawnie odzwierciedlają rzeczywistość i zmiany, jakie w niej zachodzą – mówi.

oceń artykuł:
4.6/5 (5)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
Zbyszek (14-02-2010 13:21)
Bardzo dobry artykuł!
  • Węgry - odwaga samodzielności
  • W sobotę 21 stycznia blisko pół miliona ludzi wyszło na ulice Budapesztu w wielkiej manifestacji gromadzącej tłumy, jakie pamiętam chyba tylko na Mszach podczas pielgrzymek Ojca Świętego. Widziałem dumnych Węgrów, silnych przekonaniem, że obrali słuszną drogę, pełnych nadziei, bo widzą jak wielu ich jest i z tego także bierze się ich siła.

    więcej »
  • "Armagedon nadchodzi"?
  •  

    Warsztaty z szycia pluszaków, kuchnia azjatycka, Japan Quiz, a w sali obok panele dla „fanów psychopatów i ich wąskich źrenic” oraz „praktyczne konkursy”, w których nastoletnie dziewczyny udają lesbijki, a chłopcy homoseksualistów. I to wszystko w naszych szkołach.

    więcej »
  • Niepełnosprawność siedzi w głowie
  • – Pomagamy osobom po amputacjach w zdobyciu porządnej protezy, ale nawet najlepsza nie zastąpi ich poczucia wartości. Ważne jest wciąganie ich w aktywne życie – mówi „Przewodnikowi Katolickiemu” Jasiek Mela, założyciel i prezes fundacji „Poza Horyzonty”.

     
    więcej »
  • Przebijając się przez mur
  • Spotykamy ich na dworcach, na ulicy proszą nas o pieniądze. Dajemy kilka złotych, uspokajając sumienie, albo nie dajemy nic, bo przecież sami wybrali taki los, bo przepiją…

    więcej »
  • Śledztwo smoleńskie. Kolejna odsłona
  • Coraz więcej wątpliwości wokół Smoleńska. Nie ma dowodów na obecność w kabinie Tu-154 gen. Andrzeja Błasika. Również inne tezy lansowane przez Rosjan i częściowo w raporcie Millera budzą poważne wątpliwości.

    więcej »
  • Szantaż pod gwiaździstą flagą
  • To ma być ostrzeżenie dla niepokornych: premier Węgier Victor Orban został pokazowo skarcony na brukselskim dywaniku za rzekomo niezgodne z prawem unijnym zmiany w przepisach. Innymi słowy za „bezczelną” próbę skorzystania z przysługującego Węgrom prawa do korzystania z demokracji .

     

    więcej »
  • Ochrona zdrowia w labiryncie reform
  • Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, jak co roku, uzyskała w mediach ogromny rezonans. Pozytywny odbiór tej akcji wynika m.in. z przekonania, że wobec fatalnej kondycji służby zdrowia w Polsce to dzięki kupowanemu przez WOŚP sprzętowi szpitale mogą ratować życie dzieci. Czy tak jest w rzeczywistości?

    więcej »
  • Rozbitek na Malcie
  • Burza była tak silna, że statek płynący do Rzymu rozbił się u północno-wschodnich wybrzeży wyspy. Na pokładzie, wśród 275 pasażerów, był Paweł z Tarsu. Działo się to jesienią roku 60, a wyspa nazywała się Malta.

    więcej »
  • Teoria spisku prochowego
  • W tej sprawie z pewnością mamy więcej pytań niż odpowiedzi. Tajemniczą próbę samobójczą prokuratora wojskowego Mikołaja Przybyła można właściwie sprowadzić do długiej wyliczanki wątpliwości, rozpoczynających się od słów: „jeżeli”, „dlaczego” i „czy”.
    więcej »
  • Czy przetrwa Telewizja Trwam?
  • Wierni zbierają podpisy, listy otwarte piszą posłowie nawet do Brukseli, stowarzyszenia podejmują w proteście uchwały, a głosów przeciwnych tym działaniom prawie w ogóle nie słychać. Podobne zdanie wygłasza poseł PiS-u, PSL-u, a nawet Ruchu Palikota, Stow. Dziennikarzy Polskich i przedstawiciele Episkopatu.

    więcej »
right
left
Orszak Trzech Króli 2012