dzisiaj jest: niedziela, 05.02.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 31/2010 » Społeczeństwo »

Nowe po staremu

autor: Jolanta Hajdasz

Kto zaloguje się na „Woro”, a kto na Malczewskiego – to pytanie dręczy pracowników Telewizji Polskiej i Polskiego Radia od początku wakacji.

Przekładając je z polskiego na nasze, oznacza chęć ustalenia, która z partii politycznych przygotowujących nowelizację ustawy medialnej będzie miała największe wpływy na „Woro”, czyli w Telewizji Polskiej (bo siedzibą Rady Nadzorczej i Zarządu TVP jest ul. Woronicza w Warszawie zwana przez dziennikarzy „Woro” ), a która w Polskim Radiu, czyli na ulicy Malczewskiego (tu mieści się siedziba zarządzających Polskim Radiem).

 

Odpolitycznienie jest fikcją

W ostatnich tygodniach dyskusja na temat odpolityczniania mediów publicznych sięgnęła apogeum. Przyjęcie przygotowanej przez obecny rząd PO-PSL nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji, która pozwoli wymienić władze publicznych mediów i która przygotowywana jest pod szczytnym hasłem odpolityczniania, jest już prawie faktem dokonanym. Bez niej nawet powoływana w tempie ekspresowym nowa KRRiT niewiele może zmienić, by odsunąć od mediów znienawidzone „PiSiory”. PO i PSL porozumiewają się z SLD, i jak informuje prasa codzienna (m.in. „Rzeczpospolita”), Platforma ma mieć dominujący wpływ na TVP1, SLD – na TVP2, a PSL na ośrodki regionalne. Oczywiście oficjalnie nikt tego nie potwierdza i zapewne nie potwierdzi. Być może tylko ci najbardziej wtajemniczeni czy pracujący lub obserwujący rynek medialny zawodowo rozpoznają w dyrektorze X człowieka „zielonej budki” (jak w TVP mówi się o ludziach związanych z partią ludowców), a w prezesie Y „czerwonego” (czyli kogoś wywodzącego się ze środowisk postkomunistycznych), nie dajmy się jednak zwodzić pozorom. Odpolitycznienie jest fikcją, tak jak fikcyjnym było upolitycznienie radia i telewizji po dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości, rozpadzie koalicji PiS–LPR–Samoobrona, a kiedyś SLD-PSL czy AWS-UD. Od ponad 20 lat jest ono stałe i nie zmieni się gruntownie, bo przecież nie o odsunięcie polityków prawicy od wpływów w mediach tu chodzi. Może przy okazji też, ale nie to jest najważniejszym celem, a już na pewno nie jedynym.

 

Kto rządzi w TVP?

Kilka medialnych paradoksów. Zabawmy się w zgaduj–zgadulę. Kto rządzi Telewizją Polską, skoro transmituje ona Festiwal Piosenki Rosyjskiej w Zielonej Górze? W czyich rękach jest TVP, skoro w poznańskim ośrodku regionalnym z anteny znikają wszystkie programy katolickie, począwszy od transmisji Mszy św. dla chorych w pierwsze piątki miesiąca po najprostszy magazyn informacyjny „Z życia Kościoła”? Kto ma w telewizji największe wpływy, skoro w TVP Info w niedzielę o godz. 20, czyli w porze najwyższej oglądalności, emitowany jest program publicystyczny z „pełną paletą” poglądów - z publicystą lewicowej „Krytyki Politycznej” spiera się dziennikarz „Gazety Wyborczej” i „niezależny publicysta”, polityk Unii Wolności, Waldemar Kuczyński, a ich wypowiedzi komentuje prowadzący Jacek Żakowski? Jakie poglądy ma prezes TVP, skoro w swoich audycjach telewizja wskazue dobre strony legalnej sprzedaży marihuany?

Wszystkie wymienione wyżej sytuacje dzieją się teraz, w lipcu 2010 r., czyli w czasie, gdy telewizją rządzą wspomniane wyżej „PiSiory”, a więc ludzie niby związani z prawicą, powołani na swoje stanowiska przez rady nadzorcze wyłonione przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, której członków mianował Sejm i Senat, gdy większość parlamentarną tworzył PiS, LPR i Samoobrona, a w Pałacu przy Krakowskim Przedmieściu urzędował śp. prezydent Lech Kaczyński. Przy okazji – proszę darować mi używanie tej okropnej nazwy „PiSiory”, ale wyjątkowo wymownie określa ona stosunek rządzących do największej jakby nie było partii opozycyjnej, a to właśnie członkowie PO zaczęli jej używać jako pierwsi.

 

Układ podtrzymany

Mówienie o przywracaniu wpływów w mediach publicznych środowisk lewicowych i liberalnych to negowanie podstawowych faktów kształtujących polski system prasowy w ostatnich 20 latach. Oni tam byli zawsze i tak naprawdę nigdy stamtąd nie wyszli. Już przy Okrągłym Stole stworzono solidne fundamenty wpływów ludzi lewicy w radiu i telewizji. Od połowy 1989 r. gazetę i czasopismo mógł wydawać każdy, kto miał pieniądze lub dostęp do zagranicznego kredytu (polskie banki takowych wówczas nie udzielały), ale w mediach elektronicznych sytuacja była zupełnie inna. W porozumieniach podpisywanych przez PZPR i „Solidarność” zagwarantowano funkcjonowanie instytucji zarządzającej radiem i telewizją czyli Radiokomitetu w niezmienionym w stosunku do PRL-u kształcie, tzn. potwierdzono, iż jest to jeden z naczelnych organów administracji państwowej podległy bezpośrednio Prezesowi Rady Ministrów.

Miesiące mijały, a ład w eterze był ten sam, wskazani czy namaszczeni przez byłych komunistów ludzie „reformowali” telewizję. Radio miało trochę lżej, nie było bowiem tak lukratywnym dla nikogo kąskiem. Zmiany przyniosła dopiero uchwalona w 1992 r. między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem „Ustawa o Radiofonii i Telewizji”. Zmiany, które sankcjonowała, formalnie zaczęły obowiązywać dopiero w 1994 r., do tego czasu niejeden pracownik reżimowej telewizji zdążył założyć firmę i produkować intratne programy np. seriale i teleturnieje dla TVP. Tym ludziom tak naprawdę było wszystko jedno, kto kieruje telewizją, byle tylko nie zagrażał ich interesom finansowym. Jeśli je akceptował i przedłużał stare zlecenia lub dawał nowe, był OK, określano go mianem profesjonalisty, „telewizyjną osobowością”, i akceptowano. Jeśli jednak chciał tamte układy zmienić, okazywał się niedouczonym pampersem, oszołomem lub przynajmniej nieudolnym menadżerem. Zarabiać i mieć wpływy mają tylko swoi.

 

Zgubny deal PiS-u z lewicą

Z przykrością można tylko stwierdzić, że tzw. prawa strona sceny politycznej także legitymizowała ten stan rzeczy, co potwierdza chociażby tzw. deal PiS-u z lewicą, gdy w ubiegłym roku po raz kolejny przetasowano wpływy w mediach publicznych. Zbulwersowanym tym dziwnym sojuszem tłumaczono, że „cel uświęca środki” i że chodzi o utrzymanie telewizji na czas nadchodzących kampanii wyborczych. Tymczasem jednak jedynym rezultatem tych działań jest nadszarpnięcie reputacji partii zwalczającej układy z jednej strony, a z drugiej - ogromne wzmocnienie pozycji dawnych towarzyszy w TVP i w Polskim Radiu.

Teraz SLD będzie wraz z Platformą „odpolityczniać” media? Od kogo, od samej siebie? Altruizm godny naśladowania, gdyby nie był kpiną z demokracji i czegoś, co chce się nazywać państwem prawa. Tymczasem do odpolitycznienia czegokolwiek PO i PSL aktualnie nikogo więcej nie potrzebują, a już na pewno głosy SLD nie są im tak potrzebne jak przed wygranymi przez ich człowieka wyborami prezydenckimi. Przecież mają większość w Sejmie i Senacie, a weto prezydenckie przestało być realnym zagrożeniem. W zamian za poparcie przez SLD „odpolityczniania” Platforma zobowiązuje się jednak przeprowadzić przez cały proces legislacyjny w parlamencie promowane przez Sojusz ustawy o refundowaniu przez państwo zapłodnienia in vitro, czyli w gruncie rzeczy zrealizować jeden z podstawowych postulatów tworzenia liberalnego, ateistycznego państwa. Kto wie, czy ten uboczny cel medialnych zawirowań ostatnich miesięcy nie wskazuje nam najważniejszego beneficjenta rywalizacji i wojen naszych polityków – tych, którzy chcą, by Polska była państwem laickim, opartym na antychrześcijańskim systemie wartości.

oceń artykuł:
4/5 (9)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Węgry - odwaga samodzielności
  • W sobotę 21 stycznia blisko pół miliona ludzi wyszło na ulice Budapesztu w wielkiej manifestacji gromadzącej tłumy, jakie pamiętam chyba tylko na Mszach podczas pielgrzymek Ojca Świętego. Widziałem dumnych Węgrów, silnych przekonaniem, że obrali słuszną drogę, pełnych nadziei, bo widzą jak wielu ich jest i z tego także bierze się ich siła.

    więcej »
  • "Armagedon nadchodzi"?
  •  

    Warsztaty z szycia pluszaków, kuchnia azjatycka, Japan Quiz, a w sali obok panele dla „fanów psychopatów i ich wąskich źrenic” oraz „praktyczne konkursy”, w których nastoletnie dziewczyny udają lesbijki, a chłopcy homoseksualistów. I to wszystko w naszych szkołach.

    więcej »
  • Niepełnosprawność siedzi w głowie
  • – Pomagamy osobom po amputacjach w zdobyciu porządnej protezy, ale nawet najlepsza nie zastąpi ich poczucia wartości. Ważne jest wciąganie ich w aktywne życie – mówi „Przewodnikowi Katolickiemu” Jasiek Mela, założyciel i prezes fundacji „Poza Horyzonty”.

     
    więcej »
  • Przebijając się przez mur
  • Spotykamy ich na dworcach, na ulicy proszą nas o pieniądze. Dajemy kilka złotych, uspokajając sumienie, albo nie dajemy nic, bo przecież sami wybrali taki los, bo przepiją…

    więcej »
  • Śledztwo smoleńskie. Kolejna odsłona
  • Coraz więcej wątpliwości wokół Smoleńska. Nie ma dowodów na obecność w kabinie Tu-154 gen. Andrzeja Błasika. Również inne tezy lansowane przez Rosjan i częściowo w raporcie Millera budzą poważne wątpliwości.

    więcej »
  • Szantaż pod gwiaździstą flagą
  • To ma być ostrzeżenie dla niepokornych: premier Węgier Victor Orban został pokazowo skarcony na brukselskim dywaniku za rzekomo niezgodne z prawem unijnym zmiany w przepisach. Innymi słowy za „bezczelną” próbę skorzystania z przysługującego Węgrom prawa do korzystania z demokracji .

     

    więcej »
  • Ochrona zdrowia w labiryncie reform
  • Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, jak co roku, uzyskała w mediach ogromny rezonans. Pozytywny odbiór tej akcji wynika m.in. z przekonania, że wobec fatalnej kondycji służby zdrowia w Polsce to dzięki kupowanemu przez WOŚP sprzętowi szpitale mogą ratować życie dzieci. Czy tak jest w rzeczywistości?

    więcej »
  • Rozbitek na Malcie
  • Burza była tak silna, że statek płynący do Rzymu rozbił się u północno-wschodnich wybrzeży wyspy. Na pokładzie, wśród 275 pasażerów, był Paweł z Tarsu. Działo się to jesienią roku 60, a wyspa nazywała się Malta.

    więcej »
  • Teoria spisku prochowego
  • W tej sprawie z pewnością mamy więcej pytań niż odpowiedzi. Tajemniczą próbę samobójczą prokuratora wojskowego Mikołaja Przybyła można właściwie sprowadzić do długiej wyliczanki wątpliwości, rozpoczynających się od słów: „jeżeli”, „dlaczego” i „czy”.
    więcej »
  • Czy przetrwa Telewizja Trwam?
  • Wierni zbierają podpisy, listy otwarte piszą posłowie nawet do Brukseli, stowarzyszenia podejmują w proteście uchwały, a głosów przeciwnych tym działaniom prawie w ogóle nie słychać. Podobne zdanie wygłasza poseł PiS-u, PSL-u, a nawet Ruchu Palikota, Stow. Dziennikarzy Polskich i przedstawiciele Episkopatu.

    więcej »
right
left
Orszak Trzech Króli 2012