dzisiaj jest: sobota, 11.02.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 11/2010 » Społeczeństwo »

Kuba patrzy na Chrystusa

autor: Ks. Piotr Gąsior

  

„Kuba wyspa jak wulkan gorąca, palm wachlarze wystawia do słońca”...

 

Opinie zbudowane na fotkach internetowych, tudzież reklamie turystycznej, wymagają znacznej korekty. Wjeżdżamy wieczorem na przedmieścia Hawany i pytamy naszego przewodnika: Dlaczego tu tak ciemno? Tylko gdzieniegdzie świecą się żarówki i to jeszcze jarzeniowe. Kubańczycy taki stan rzeczy „rozumieją”, bo wytłumaczono im, że należy oszczędzać w imię tzw. rewolucji energetycznej.

 

Po bombardowaniu

     Ulice stolicy Kuby są wyjątkowo dziurawe. Nie brakuje za to kamer śledzących wszystko i wszystkich. Na każdym ważniejszym skrzyżowaniu stoi policjant, który nie kieruje ruchem, tylko czeka na sygnał, aby go zamknąć, gdy będzie przejeżdżał ktokolwiek z władz komunistycznej partii. Poruszanie się „na stopa” to tutaj normalne, gdyż komunikacja jest po prostu niewydolna. Wiele spotkań pomiędzy Kubańczykami nie dochodzi do skutku, bo ludzie nie mają możliwości na nie dojechać.

     Zwiedzając starą Hawanę - tę tzw. nieturystyczną - zaczynamy się czuć, jakbyśmy chodzili po mieście, w którym miało miejsce bombardowanie. Ruiny, brak tynku na elewacjach, wszechobecna rdza i stosy rupieci. Tu i ówdzie spotykamy palących cygara lub czekających nie wiadomo na co. Nikomu się zasadniczo nie opłaca pracować, gdyż płace są tak znikome. Dla przykładu wybitny lekarz zarabia na miesiąc 25 dolarów. Niemniej lekarzy na Kubie jest pod dostatkiem, bo przecież społeczeństwo socjalistyczne powinno być zdrowe.

 

Smutni panowie

     Ideologia komunistyczna trwa na wyspie już ponad 50 lat. Przypominają o niej partyjne gazety, wielkie billboardy ustawione na stałe na poboczach dróg, Komitety Obrony Rewolucji istniejące w każdym większym bloku mieszkalnym, codzienne apele i głos werbelków towarzyszące dzieciom rozpoczynającym i kończącym naukę w szkołach z jednogłośnym okrzykiem na ustach: „Niech żyje Fidel! Niech żyje wolna Kuba!”. Najważniejszą jednak rolę „porządkującą” spełnia obywatelskie poczucie odpowiedzialności za państwo. Stąd wielu czuje się w obowiązku donieść na swojego sąsiada, kolegę z pracy, a nawet na brata do specjalnych służb.

     Zerwanie więzów rodzinnych, rozwody, aborcja na życzenie, wszechobecne donosicielstwo czy „smutni panowie” nikogo tutaj nie dziwią. Ale o fakcie niedożywienia, a nawet głodzie, zapomnieć się raczej nie da. Ludzie stoją więc w upokarzających kolejkach i patrzą na puste półki, obok których widzą doskonale wykadrowane portrety wodzów rewolucji. Kto się nie boi donosu, próbuje sobie radzić, sadząc pomidory na przykład w… wannie.

Wszystko jest na kartki. Na wszystko trzeba mieć pozwolenie. Nawet na połów ryb. Za nielegalny handel jajkami jest przewidziana kara 1,5 roku więzienia. Z kolei za zabicie krowy dostaje się wyrok pozbawienia wolności do lat 3; niedawno było lat 7. Co zatem trzeba zrobić, żeby móc zjeść kawałek wołowiny? Przywiązać krowę do torów, aby przejeżdżający pociąg mógł ją „przypadkowo” potrącić, ucinając głowę, lecz nie niszcząc reszty zwierzęcia.

 

Dla „mężczyzny na drzewie"

     Pytając o sprawy religijne, dowiadujemy się o pracy duszpasterskiej, która jest misją od podstaw. Na nabożeństwa uczęszcza zaledwie 3 procent ludności danej parafii. Ponoć po wizycie Jana Pawła II jest i tak o wiele lepiej. Wcześniej Kubańczycy nie mieli nawet jednego dnia wolnego na Boże Narodzenie. Obecnie mają, ale i tak chodzą do pracy, bo rząd w tym dniu płaci podwójnie. Kościoły pełniły funkcję magazynów i muzeów. I tak zresztą w niektórych miejscach jest do dzisiaj. Bardzo brakuje powołań. Na mniej więcej 11-milionowy naród przypada 300 księży. Zaś w jedynym seminarium w stolicy jest w tej chwili zaledwie 45 kleryków. Młodzież ma tak wielkie braki wiedzy religijnej, iż wchodząc do świątyń, szczerze pyta: Kim jest ten mężczyzna wiszący na drzewie?

     Potrzeba zatem wielkiego wysiłku duszpasterskiego i systematycznej, przemyślanej „współpracy” z Kubańczykami, którym nie jest - wedle oficjalnej propagandy - potrzebna pomoc. Na prowadzenie takiej działalności odważył się na przykład ambasador Zakonu Maltańskiego na Kubie Przemysław Hauser, który postępuje zgodnie z dewizą Rycerzy Maltańskich: „Bronić wiary, towarzysząc biednym i cierpiącym”. Jak dotychczas zorganizował m.in. pierwsze niezależne kino, dzięki któremu ludzie mogą oglądać nieocenzurowane filmy, a po projekcji spotkać się na swobodnej dyskusji, wypromował objazdową wystawę fotograficzną przypominającą historyczną pielgrzymkę papieską z 1998 roku, założył i finansuje przy parafiach 37 jadłodajni zwanych „comedorami” oraz wyposażył w sprzęt medyczny szpital dla trędowatych.

     Dzięki takim osobom - świeckim, siostrom zakonnym i kapłanom (w Hawanie spotykamy troje Polaków: s. Henrykę Milczarek, ks. Andrzeja Borowca i ks. Pawła Szulca) wydaje się, że Kuba nieśmiało uchyla drzwi Jezusowi. Dlatego z nadzieją spoglądamy w stronę Jego figury ustawionej na wzgórzu w dzielnicy Casablanca. Tuż po wybuchu rewolucji w grudniu 1959 roku nie ośmielono się jej usunąć, ale żeby nie raziła, zasłonięto ją, obsadzając drzewami. Obecnie posąg jest dobrze widoczny. I dlatego Kubańczycy na powrót zaczynają patrzeć na Chrystusa.

 

 

 

 

 

oceń artykuł:
4.6/5 (15)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
I w takich warunkach również można spotkać Chrystusa. Dzięki za przybliżenie nam wiedzy o sytuacji na Kubie. I pomyśleć, że są jeszcze tacy, którzy tęsknią do "starych, dobrych" czasów PRL-u. Pewnie mielibyśmy podobne warunki. Jednak należy zadać sobie pytanie: czy dziękuję Bogu za to co mam?, Czy korzystam w pełni z dóbr jakie posiadam? I najważniejsze - czy Chrystus w moim życiu nie "zarasta drzewami" codziennych spraw? Dziękuję za tekst skłaniający do refleksji i głębszego zastanowienia się nad swoim życiem.
  • Katolik nie potrzebuje maski
  • Janusz Palikot zadeklarował chęć zakrycia twarzy słynnego Chrystusa ze Świebodzina maską Anonymous. W zgrabny sposób połączył kpinę z religijnego symbolu z walką o wolność słowa w internecie (choć chciałoby się raczej napisać „pseudowolność słowa”) oraz z promowaniem własnej osoby i własnego ugrupowania.

    więcej »
  • Autorytet z pieskiem
  • Dotychczas była znana głównie jako autorka sformułowań „Miłość jest jak niedziela”, „Rycz, mała, rycz”, „Wyszłam za mąż, zaraz wracam”, „Serwus, jestem nerwus”. Teraz najbardziej znany cytat jej autorstwa brzmi: „Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam” i dotyczy aborcji. Dwóch aborcji, do dokonania których przyznała się w telewizyjnym reportażu. Jego głównym motywem był fakt, że ona nie lubi dzieci i nigdy ich nie chciała mieć.
    więcej »
  • W obronie wolności słowa. TV Trwam kontra KRRiTV
  • Jeszcze dzień, jeszcze dwa i ta sprawa zniknie w morzu nowych tematów, którymi codziennie absorbuje się opinię publiczną. W końcu tak na dobrą sprawę kto rozumie, o co chodzi z tym multipleksem, na którym nie ma jednej niszowej telewizji? Katolicy protestują, ale kto się będzie nimi przejmował, w końcu oni zawsze jakby co, to jedynie „nadstawią drugi policzek”. Dlaczego musimy upominać się o Telewizję Trwam właśnie teraz?

    więcej »
  • Przy stole czy na marginesie?
  • Negocjacje wokół paktu fiskalnego pokazały, że rola Polski w Unii Europejskiej nie jest tak znacząca jak twierdzili rządzący. W najbliższym czasie okaże się, czy nasz kraj znalazł się poza centrum decyzyjnym Wspólnoty.

    więcej »
  • Świeccy - pora wstać!
  • Nie wiem, czy powstanie Błękitna Polska, ale to, że polscy katolicy się budzą i coraz więcej o nich słychać, jest w najwyższym stopniu godne pochwały!
    więcej »
  • Lekarz z powołaniem
  • Z dr med. Ewą KUCHARSKĄ, reumatologiem, zwyciężczynią w plebiscycie na najlepszego lekarza Małopolski roku 2011 i dyrektorem Centrum Medycznego VADIMED w Krakowie, rozmawia ks. Robert Nęcek
    więcej »
  • Węgry - odwaga samodzielności
  • W sobotę 21 stycznia blisko pół miliona ludzi wyszło na ulice Budapesztu w wielkiej manifestacji gromadzącej tłumy, jakie pamiętam chyba tylko na Mszach podczas pielgrzymek Ojca Świętego. Widziałem dumnych Węgrów, silnych przekonaniem, że obrali słuszną drogę, pełnych nadziei, bo widzą jak wielu ich jest i z tego także bierze się ich siła.

    więcej »
  • "Armagedon nadchodzi"?
  •  

    Warsztaty z szycia pluszaków, kuchnia azjatycka, Japan Quiz, a w sali obok panele dla „fanów psychopatów i ich wąskich źrenic” oraz „praktyczne konkursy”, w których nastoletnie dziewczyny udają lesbijki, a chłopcy homoseksualistów. I to wszystko w naszych szkołach.

    więcej »
  • Niepełnosprawność siedzi w głowie
  • – Pomagamy osobom po amputacjach w zdobyciu porządnej protezy, ale nawet najlepsza nie zastąpi ich poczucia wartości. Ważne jest wciąganie ich w aktywne życie – mówi „Przewodnikowi Katolickiemu” Jasiek Mela, założyciel i prezes fundacji „Poza Horyzonty”.

     
    więcej »
  • Przebijając się przez mur
  • Spotykamy ich na dworcach, na ulicy proszą nas o pieniądze. Dajemy kilka złotych, uspokajając sumienie, albo nie dajemy nic, bo przecież sami wybrali taki los, bo przepiją…

    więcej »
right
left
Orszak Trzech Króli 2012