- Katolik nie potrzebuje maski
-
Janusz Palikot zadeklarował chęć zakrycia twarzy słynnego Chrystusa ze Świebodzina maską Anonymous. W zgrabny sposób połączył kpinę z religijnego symbolu z walką o wolność słowa w internecie (choć chciałoby się raczej napisać „pseudowolność słowa”) oraz z promowaniem własnej osoby i własnego ugrupowania.
więcej » - Autorytet z pieskiem
-
Dotychczas była znana głównie jako autorka sformułowań „Miłość jest jak niedziela”, „Rycz, mała, rycz”, „Wyszłam za mąż, zaraz wracam”, „Serwus, jestem nerwus”. Teraz najbardziej znany cytat jej autorstwa brzmi: „Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam” i dotyczy aborcji. Dwóch aborcji, do dokonania których przyznała się w telewizyjnym reportażu. Jego głównym motywem był fakt, że ona nie lubi dzieci i nigdy ich nie chciała mieć.więcej »
- W obronie wolności słowa. TV Trwam kontra KRRiTV
-
Jeszcze dzień, jeszcze dwa i ta sprawa zniknie w morzu nowych tematów, którymi codziennie absorbuje się opinię publiczną. W końcu tak na dobrą sprawę kto rozumie, o co chodzi z tym multipleksem, na którym nie ma jednej niszowej telewizji? Katolicy protestują, ale kto się będzie nimi przejmował, w końcu oni zawsze jakby co, to jedynie „nadstawią drugi policzek”. Dlaczego musimy upominać się o Telewizję Trwam właśnie teraz?
więcej » - Przy stole czy na marginesie?
-
Negocjacje wokół paktu fiskalnego pokazały, że rola Polski w Unii Europejskiej nie jest tak znacząca jak twierdzili rządzący. W najbliższym czasie okaże się, czy nasz kraj znalazł się poza centrum decyzyjnym Wspólnoty.
więcej » - Świeccy - pora wstać!
-
Nie wiem, czy powstanie Błękitna Polska, ale to, że polscy katolicy się budzą i coraz więcej o nich słychać, jest w najwyższym stopniu godne pochwały!więcej »
- Lekarz z powołaniem
-
Z dr med. Ewą KUCHARSKĄ, reumatologiem, zwyciężczynią w plebiscycie na najlepszego lekarza Małopolski roku 2011 i dyrektorem Centrum Medycznego VADIMED w Krakowie, rozmawia ks. Robert Nęcekwięcej »
- Węgry - odwaga samodzielności
-
W sobotę 21 stycznia blisko pół miliona ludzi wyszło na ulice Budapesztu w wielkiej manifestacji gromadzącej tłumy, jakie pamiętam chyba tylko na Mszach podczas pielgrzymek Ojca Świętego. Widziałem dumnych Węgrów, silnych przekonaniem, że obrali słuszną drogę, pełnych nadziei, bo widzą jak wielu ich jest i z tego także bierze się ich siła.
więcej » - "Armagedon nadchodzi"?
-
Warsztaty z szycia pluszaków, kuchnia azjatycka, Japan Quiz, a w sali obok panele dla „fanów psychopatów i ich wąskich źrenic” oraz „praktyczne konkursy”, w których nastoletnie dziewczyny udają lesbijki, a chłopcy homoseksualistów. I to wszystko w naszych szkołach.
więcej » - Niepełnosprawność siedzi w głowie
-
– Pomagamy osobom po amputacjach w zdobyciu porządnej protezy, ale nawet najlepsza nie zastąpi ich poczucia wartości. Ważne jest wciąganie ich w aktywne życie – mówi „Przewodnikowi Katolickiemu” Jasiek Mela, założyciel i prezes fundacji „Poza Horyzonty”.
więcej » - Przebijając się przez mur
-
Spotykamy ich na dworcach, na ulicy proszą nas o pieniądze. Dajemy kilka złotych, uspokajając sumienie, albo nie dajemy nic, bo przecież sami wybrali taki los, bo przepiją…
więcej »
Korzenie trzymające przy życiu |
Jedna z bolączek współczesnego człowieka przejawia się w tym, że zatracił on poczucie zakorzenienia.
Życie jak sieć
Maksymą niezwykle dzisiaj aktualną wydaje się być Heraklitowe „panta rhei”. Wszystko jest płynne, zmienne, ulotne, ambiwalentne, a więc nijakie. Brak stabilizacji, niepewność jutra, destrukcyjnie wpływają na człowieka, stawiając go w niekomfortowej sytuacji. Szukając punktu odniesienia, szuka on „miejsc wspólnych” z innymi osobami. Jednym z nich jest zakorzenienie. Paradoksalnie bowiem w momentach kryzysowych, krytycznych życiowych sytuacjach, w najtrudniejszym do odparcia argumencie przeciw życiu – jego skończoności i kruchości można dostrzec jednocześnie jego najmocniejszy atut – tworzenie relacji z innymi ludźmi, które w wielu momentach są nie do przecenienia.
Bynajmniej nie chodzi tu jedynie o najbliższe więzy krwi między członkami rodziny, choć z pewnością to one zapewniają nam niezbędne podwaliny pod właściwe funkcjonowanie, rozwój i budowanie prawidłowego poczucie bezpieczeństwa. Zakorzenienie zatacza coraz to szersze kręgi, poczynając od poczucia wspólnoty z konkretnymi osobami w miejscu zamieszkania, dziećmi z podwórka, uczniami w klasie, współpracownikami z zakładu pracy, a skończywszy na solidaryzowaniu się z własnym krajem. To ostatnie przejawia się np. wywieszaniem flagi w święta narodowe czy udziałem w ważnych wydarzeniach społecznych czy politycznych, np. wzięciem udziału w głosowaniu w dniu wyborów. Jest swoistego rodzaju katalizatorem wszelkiego rodz
aju zmian na płaszczyźnie społecznej, gospodarczej czy ekonomicznej. A przede wszystkim zakorzenienie gruntuje naszą osobowość. Pozbawienie korzeni jest niezwykle niebezpiecznym doświadczeniem nie tylko dla jednostki, ale i dla całego narodu.
Nie tylko z własnej woli
Dobrze wiedzą o tym ci, którzy zdeterminowani przez dramatyczną sytuację panującą w ich kraju, muszą szukać schronienia gdzie indziej. To uchodźcy i migranci, których światowy dzień obchodziliśmy 17 stycznia, przebywający obecnie w ponad 60 krajach na całym świecie. Liczba takich osób, jak podaje Statystyczny Raport Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR), w 2008 r. oscylowała wokół 15,2 mln osób. Pozbawieni wszystkiego, co składało się na ich dotychczasowe życie, zmuszeni są rozpoczynać je od nowa, nierzadko traktowani są jako „ludzie-widma”, gdyż wprawdzie zapewnia się im przysłowiowy dach na głową i wyżywienie, ale z powodu drobiazgowej biurokracji odmawia np. przyjęcia do pracy. Z drugiej zaś strony wciąż przybywa osób, w tym zwłaszcza młodych, których decyzje dyktowane różnych względami, w szczególności chęcią podniesienia swojego statusu majątkowego, z własnej woli decydują się na zmianę miejsca zamieszkania. Dzisiaj, gdy język obcy dla wielu nie stanowi żadnej już bariery, migracja zarobkowa jest na porządku dziennym. Charakterystyczna dla młodego pokolenia umiejętność adaptowania się do nowych warunków, umożliwia im, w mniemaniu otoczenia, zarwanie z dotychczasowymi korzeniami bez „zbędnych sentymentów”. O ile jednak wyjazd tego typu motywowany jest zrozumiałymi względami, o tyle argumenty popularnych obecnie stypendystów, a więc tych, którzy mogą podjąć edukację w innym niż macierzystym kraju, trudniej zaakceptować. Nazywani często „niewykrywalnymi” na mapie politycznej czy obywatelskiej, każdy zagraniczny pobyt traktują jako zaledwie tymczasowy, jako jedynie kolejny przystanek na drodze swego życia. Nawiązując kontakt z nowo poznaną społecznością, jednocześnie nie identyfikują się z nią. Paradoksalnie nie czują się w żadnym wypadku emigrantami, nie mają stałego źródła utrzymania, ale szczególnie o nie nie zabiegają. Zdają się odczuwać strach przed jakimkolwiek zakorzenieniem, postrzegając je jako pewnego rodzaju zniewolenie hamujące dalszy rozwój, bo zakładające stagnację.
Zakorzenienie w Bogu
Wspomniane rozumienie terminu zakorzenienia stanowi problem na płaszczyźnie społecznej. Można jednak pójść o krok dalej i zastanowić się, czy współczesny chrześcijanin, nazywany też pielgrzymem w drodze, istotnie potrzebuje zakorzenienia? Jeśli tak, to jakie jest to właściwe? Jedną z najczęściej wymienianych wad wielkich aglomeracji jest ich anonimowość. Współczesnemu człowiekowi mieszkającemu w przeludnionych miastach nieustannie towarzyszy poczucie osamotnienia i wyobcowania, często będącego ceną mylnie rozumianej wolności. Lęk podporządkowania się utartym, nierzadko niezrozumiałym w gruncie rzeczy regułom, popycha człowieka w objęcia samotności. Tu zatem pojawia się konieczność, również dla osoby wierzącej, poczucia zakorzenienia, jednak nie jest oto tożsame z jego powszechnym rozumieniem. Termin ten w tym wypadku należy rozumieć szerzej, jako zakorzenienie we wspólnotę Kościoła, a więc zgromadzenia osób wyznających jedną wiarę w Chrystusa. Owo zakorzenienie w Kościele prowadzi bezpośrednio na wyższy poziom – do zakorzenienia w Bogu. Świadomie i aktywnie stając się częścią kościelnej wspólnoty, przede wszystkim wzrastamy duchowo. Dodatkowo zapewniamy sobie niejako „zaplecze”, środowisko, które w trudnych sytuacjach pomoże ponownie obrać należyty kurs, wskaże właściwą drogę, jasno wytyczy granicę między dobrem a złem.
W rozważaniu tego tematu nie można zapominać o innym ważkim terminie – tożsamości. Zachowanie własnej tożsamości w dzisiejszym świecie staje się nie lada wyzwaniem. Ale dla godnego życia człowiek potrzebuje poczucia związku z jakimś fundamentem, z czymś, co przesądza o jego tożsamości. W tym poszukiwaniu potrzebna jest jednak pamięć. Bo pamięć i tożsamość są ze sobą nierozerwalnie połączone, o czym pisał w swej ostatniej książce Jan Paweł II. Dla chrześcijanina fundament jest jasno określony. To Bóg.
Św. Paweł pisze, że dopóki człowiek jest na ziemi, może jedynie tęsknić do Boga: „jak długo pozostajemy w ciele jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana. Albowiem według wiary, a nie dzięki widzeniu postępujemy” (2 Kor 5, 6-7). Jednakże chrześcijanin musi pamiętać, dokąd zmierza i jaki jest cel jego wędrówki. I ważne, by pamiętał słowa Romano Guardiniego: „Tylko ten, kto zna Boga, zna także człowieka”.
| poprzedni | następny | wróć |
Tematy numeru:
- Aktualności
- Życie za jeden procent
- Społeczeństwo
- Katolik nie potrzebuje maski
- Kultura
- Staroświecka jak przecinek autorka paru wierszy
- Wiara i Kościół
- Blef religijności
- Rodzina
- Choinka w małżeńskiej sypialni



drukuj















