![]() |
|||||||||||||||
autor: Magdalena Janiak
Kryzys gospodarczy, brzydka pogoda, oblany egzamin, zerwanie z dziewczyną, a nawet bolący ząb – to według internautów tylko nieliczne powody, dla których Bóg zasługuje na mierną ocenę w swoim dzienniczku. Na kontrowersyjny pomysł oceniania Boga w sieci wpadli twórcy strony internetowej RateTheGod.com.
Indeks Boga istnieje już ponad rok, ale o ile z początku jego popularność można było wytłumaczyć ciekawością użytkowników internetu, o tyle wciąż rosnące statystyki odwiedzin rodzą pewne pytania, a wręcz niepokoją. Jak to funkcjonuje? Tysiące ludzi z różnych zakątków świata codziennie wchodzi na stronę internetową, by niejako „rozliczyć się” z Bogiem z minionego czasu. Wśród internautów odwiedzających witrynę największą liczbę stanowią najprawdopodobniej Amerykanie, ale nie brakuje też Brytyjczyków, Niemców, Francuzów, Rosjan i… Polaków. Noty wystawiane są od najgorszej, czyli -5, po najlepszą sięgającą cyfry 5. Każda ocena powinna być opatrzona komentarzem uzasadniającym, czym Bóg zasłużył sobie na taki a nie inny stopień. A wyjaśnień nie brakuje. Dla większości osądzających zwykłe życiowe niepowodzenia czy też nieszczęśliwy zbieg okoliczności danego dnia powodują, że Bóg „oblewa” egzamin i jest sądzony za nieodrobione zadanie domowe, którym rzekomo jest spełnienie ludzkiego wyobrażania (!) o szczęściu. Być może serwis ten to w jakimś stopniu po prostu odzwierciedlenie kondycji psychicznej społeczeństwa. Socjolog Ateista ocenia Boga W tym wszystkim dziwi jednak fakt, że stronę odwiedzają zarówno wierzący, jak i ateiści. Skoro ktoś twierdzi, że Boga nie ma i bojkotuje wszelkie działania Kościoła, a nagle w zaciszu swego domostwa wystukuje coś na klawiaturze komputera, by zrzucić na kogoś ciężar minionego dnia, to rodzi się pytanie, po co to robi? Jak można obwiniać Kogoś, kogo, jak twierdzą niektórzy, nie ma? Z drugiej jednak strony uczestnictwo wiernych w społeczności wirtualnej spotykającej się w sieci, by ocenić ich zdaniem Boże działania wydaje się równie bezsensowne, a wręcz i niebezpieczne. Z pewnością taka forma komunikacji z Bogiem świadczy o małej dojrzałości duchowej oceniającego albo po prostu o głupocie. Na forach internetowych można znaleźć różne opinie o stronie - od skrajnej aprobaty w stylu „świetny pomysł”, „wreszcie można Mu wszystko wygarnąć”, „przecież do tylko zabawa”, po słowa ostrej krytyki „to deptanie Sacrum!”, „szczyt idiotyzmu” czy stwierdzenie, że „niektórym się już mózgi sprasowały”. Osądzić czy być osądzonym? Tylko czy Bogu podoba się, że ludzie tak śmiało krytykują to co boskie, zapominając o własnej ludzkiej ułomności i grzeszności? Wiara uczy nas, że miłość jest ponad wszystko. Gdy się kogoś kocha, to nie chce się go krzywdzić, wystawiać na próbę czy publicznie poniżać. Nikt nie dał nam prawa ani władzy, by osądzać innych, a tym bardziej naszego idealnego Stwórcy. Co więcej, należałoby się raczej pochylić nad własnym życiem i zastanowić nad naszym dzienniczkiem. Jaką ocenę wystawiłby nam Bóg? Dość dawno temu w kinach można było zobaczyć film pt. „Podaj dalej”. Główny wątek filmu opierał się na pytaniu zadanym przez nauczyciela uczniom: „Co świat ma ci do zaproponowania?”. Klasa jednogłośnie dochodzi do stwierdzenia, że „nic”. Idąc dalej belfer pytał: „A co ty możesz zrobić dla świata?”… Tu nagle zapada znacząca cisza. Łatwo napisać w głębokiej próżni wirtualnego świata, zwłaszcza zachowując anonimowość, że przez Boga są wojny, trzęsienia ziemi, szef zwolnił nas z pracy, a w domu stłukła się ślubna zastawa. Ale chyba najpierw należałoby się rozliczyć z własnym sumieniem i sobie wystawić ocenę. Czy my zdalibyśmy ten egzamin?
|