dzisiaj jest: piątek, 10.02.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 9/2010 » Społeczeństwo »

A ja wolę moją mamę...

autor: Joanna Sopyło



Doda czy mama? Zespół Feel czy tata? A może jeszcze ktoś inny? Kogo dzisiaj podziwia młodzież?

 

 

 

Kanał telewizyjny Disney Channel przeprowadził wśród europejskich dzieci, w wieku 8-14 lat, badania dotyczące najważniejszych dla nich wartości życiowych i ich autorytetów. Ku zaskoczeniu wielu osób okazało się, że grupa, która m.in. w tej telewizji może oglądać film „Hannah Montana” o zwyczajnej nastolatce, która wieczorami zamienia się w sceniczną gwiazdę, czy serial o chłopcach Zeke i Luther, których marzeniem jest zostać skateboarderami, powiedziała, że jej najważniejszymi życiowymi wartościami są rodzina i zdrowie, a autorytetami nie są gwiazdy szklanego ekranu, ale rodzice.

Podobne wyniki przedstawiają badania innego koncernu telewizyjnego Viacom, który jest m.in. właścicielem stacji MTV. W tym przypadku przebadano grupę młodych ludzi w wieku 16-34 lata. Dla nich najcenniejsze okazały się przyjaźń, lojalność i uczciwość, a wśród stworzonych przez nich samodzielnie „10 przykazań młodości” znalazło się np. „szanuj rodziców”. Pytanie, które rodzi się przy analizowaniu tych danych brzmi: czy przytoczone powyżej odpowiedzi to tylko efekt badań, w których młodzież chce, mimo anonimowości, zaprezentować się jak najlepiej, czy może zmiana hierarchii wartości?

 

Zmiana pokoleniowa

Dr hab. Jacek Kurzępa, socjolog i wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu, twierdzi, że zmiana postrzegania autorytetów następuje u młodzieży właśnie około 16. roku życia, czyli między pierwszą a drugą klasą liceum. – W gimnazjum młodzież bardziej ceni osoby, które można nazwać plastikowymi autorytetami. Poszukuje wzorców, punktów odniesienia i często mylnie postrzega gwiazdy show-biznesu jako autorytety. Sytuacja zmienia się mniej więcej w momencie przejścia z pierwszej do drugiej klasy liceum – tłumaczy dr Kurzępa. – W szkole średniej i u młodzieży wkraczającej w środowisko akademickie coraz częściej widać sceptyczne podejście do idei i idoli pop-kultury. Większą rolę odgrywają autorytety reprezentujące najbliższe środowiska, np. pierwszy pracodawca czy szef stowarzyszenia, w którym działa młoda osoba, albo też rodzice – dodaje wykładowca wrocławskiego SWPS-u. - W gimnazjum i w mniejszym stopniu w liceum widziałam wśród rówieśników zainteresowanie gwiazdami. Jednak według mnie cechowała je duża hipokryzja, bo przed znajomymi każdy szydził z gwiazdek, a w głębi duszy większość osób im zazdrościła i z chęcią znalazłaby się na ich miejscu. Wśród osób na uniwersytecie już raczej tego nie zauważam. To zupełnie inny poziom – potwierdza słowa socjologa Agnieszka Mikuliszyn, studentka I roku Uniwersytetu Warszawskiego.

 

Autorytet z krwi i kości

Jak w takim razie kształtują się wzorce młodzieży? Zapytaliśmy o to kilka przedstawicielek akademickiego grona.

Słowa Aleksandry Węgrzyn, również studentki I roku UW, potwierdzają deklaracje badanej przez Viacom młodzieży. – Czy mam autorytety? To zależy, w jakiej dziedzinie, ale wymienię tu tylko rodziców, a szczególnie mamę i myślę, że w tym przypadku komentarz jest zbędny – przyznaje.

Co na to jej rówieśniczki? Rodzice niekoniecznie są ich autorytetami, ale jeżeli szukają ich poza rodziną, to w osobach, które wykazują się nadzwyczajnymi cechami psychicznymi lub fizycznymi i które są w stanie powiedzieć coś więcej niż tylko to, że w życiu trzeba się bawić. 

- Dla mnie autorytetami mogliby być przede wszystkim sportowcy. Gdy oglądam biegającą na nartach Justynę Kowalczyk, wzbudza ona mój ogromny szacunek. Podobnie były piłkarz Manchesteru United – Ole Gunnar Solskjaer, który powinien być wzorem lojalności i oddania wobec klubu dla wielu piłkarzy i kibiców. Gdy był czynnym sportowcem, zachwycałam się jego umiejętnościami, ale wciąż darzę go szacunkiem za skromność i cierpliwość, a jednocześnie za waleczność. Ten „wieczny rezerwowy” nieraz pokazał przeciwnikowi, jak grać do ostatniej minuty – mówi Anna Raćkos.

- Wbrew temu, co mówią badania, moimi autorytetami nie są rodzice. Na nich staram się patrzeć z miłością, ale i z krytycyzmem. Obserwuję ich błędy i staram się ich nie powtarzać. Autorytetami są dla mnie raczej chłopcy i dziewczęta, którzy żyli w czasie okupacji. Podziwiam ich za to, iż mimo bardzo trudnych i zagrażających życiu czasów potrafili postępować zgodnie z pewnymi uniwersalnymi wartościami, które nieczęsto spotyka się dziś. Mam na myśli Janka Bytnara, Tadeusza Zawadzkiego czy Aleksa Dawidowskiego, bohaterów „Kamieni na szaniec”, książki na której się wychowałam, a także wielu innych, dziś aż tak nieznanych, ale nie mniej wielkich – wyjaśnia Agnieszka Mikuliszyn.

 

Rutowicz kontra Tyszkiewicz

Dziewczyny do znanych z ekranu gwiazdek podchodzą dość sceptycznie i nie boją się o tym mówić. - Nie interesuję się życiem gwiazd, a jeżeli już, to moje zainteresowania nie wykraczają poza ich twórczość.  Zazwyczaj szukam w internecie informacji o tym, kto i w jakim filmie ostatnio zagrał, jakie zdobywa nagrody, i który z moich ulubionych muzyków koncertuje w Polsce. Wydaję mi się też, że znacznej części moich ulubionych aktorów czy muzyków nie nazwałabym w ten sposób - są to raczej artyści mniej lub bardziej znani, ale nie gwiazdy. To słowo kojarzy mi się z ludźmi, którzy chcą zwrócić na siebie uwagę, prowokują skandale – tłumaczy Ania. A jej koleżanki mają podobne zdanie. - W ogóle nie czytam gazet, które piszą o gwiazdach. Jeżeli już mam zamiar coś poczytać, to wolę, żeby były to np. informacje z kraju lub ze świata. Gdy szukam informacji o znanych osobach, to raczej dotyczą one ich przyszłych projektów, np. tego, w jakim filmie zagrają, a nie ich życia prywatnego – przyznaje Ola. - Życie tzw. gwiazd wydaje się ładne i błyszczące tylko wtedy, gdy patrzy się na nie z daleka. Uważam, że lepiej się skupić na własnym życiu, na czynieniu go lepszym, niż czytać o innych i zadręczać się, że nasze życie nie jest dla nas satysfakcjonujące – stwierdza Agnieszka. Jednak zauważa też, że od każdej reguły są wyjątki. – Wśród znanych osób podziwiam Beatę Tyszkiewicz. Uważam ją za wielką aktorkę, lecz przede wszystkim cenię jej wytrwałość w realizacji celów, humorystyczne podejście do świata i do siebie samej, a także wielką klasę i umiejętność zachowania w każdej sytuacji. Szkoda, że obecnie na polskiej scenie artystycznej więcej jest osób robiących medialny szum jak Jola Rutowicz niż osób promujących prawdziwe wartości – podsumowuje studentka UW.

 

 

 

 

 

oceń artykuł:
0/5 (0)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
hmmm jakoś mało wiarygodnie mi to wygląda
  • Katolik nie potrzebuje maski
  • Janusz Palikot zadeklarował chęć zakrycia twarzy słynnego Chrystusa ze Świebodzina maską Anonymous. W zgrabny sposób połączył kpinę z religijnego symbolu z walką o wolność słowa w internecie (choć chciałoby się raczej napisać „pseudowolność słowa”) oraz z promowaniem własnej osoby i własnego ugrupowania.

    więcej »
  • Autorytet z pieskiem
  • Dotychczas była znana głównie jako autorka sformułowań „Miłość jest jak niedziela”, „Rycz, mała, rycz”, „Wyszłam za mąż, zaraz wracam”, „Serwus, jestem nerwus”. Teraz najbardziej znany cytat jej autorstwa brzmi: „Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam” i dotyczy aborcji. Dwóch aborcji, do dokonania których przyznała się w telewizyjnym reportażu. Jego głównym motywem był fakt, że ona nie lubi dzieci i nigdy ich nie chciała mieć.
    więcej »
  • W obronie wolności słowa. TV Trwam kontra KRRiTV
  • Jeszcze dzień, jeszcze dwa i ta sprawa zniknie w morzu nowych tematów, którymi codziennie absorbuje się opinię publiczną. W końcu tak na dobrą sprawę kto rozumie, o co chodzi z tym multipleksem, na którym nie ma jednej niszowej telewizji? Katolicy protestują, ale kto się będzie nimi przejmował, w końcu oni zawsze jakby co, to jedynie „nadstawią drugi policzek”. Dlaczego musimy upominać się o Telewizję Trwam właśnie teraz?

    więcej »
  • Przy stole czy na marginesie?
  • Negocjacje wokół paktu fiskalnego pokazały, że rola Polski w Unii Europejskiej nie jest tak znacząca jak twierdzili rządzący. W najbliższym czasie okaże się, czy nasz kraj znalazł się poza centrum decyzyjnym Wspólnoty.

    więcej »
  • Świeccy - pora wstać!
  • Nie wiem, czy powstanie Błękitna Polska, ale to, że polscy katolicy się budzą i coraz więcej o nich słychać, jest w najwyższym stopniu godne pochwały!
    więcej »
  • Lekarz z powołaniem
  • Z dr med. Ewą KUCHARSKĄ, reumatologiem, zwyciężczynią w plebiscycie na najlepszego lekarza Małopolski roku 2011 i dyrektorem Centrum Medycznego VADIMED w Krakowie, rozmawia ks. Robert Nęcek
    więcej »
  • Węgry - odwaga samodzielności
  • W sobotę 21 stycznia blisko pół miliona ludzi wyszło na ulice Budapesztu w wielkiej manifestacji gromadzącej tłumy, jakie pamiętam chyba tylko na Mszach podczas pielgrzymek Ojca Świętego. Widziałem dumnych Węgrów, silnych przekonaniem, że obrali słuszną drogę, pełnych nadziei, bo widzą jak wielu ich jest i z tego także bierze się ich siła.

    więcej »
  • "Armagedon nadchodzi"?
  •  

    Warsztaty z szycia pluszaków, kuchnia azjatycka, Japan Quiz, a w sali obok panele dla „fanów psychopatów i ich wąskich źrenic” oraz „praktyczne konkursy”, w których nastoletnie dziewczyny udają lesbijki, a chłopcy homoseksualistów. I to wszystko w naszych szkołach.

    więcej »
  • Niepełnosprawność siedzi w głowie
  • – Pomagamy osobom po amputacjach w zdobyciu porządnej protezy, ale nawet najlepsza nie zastąpi ich poczucia wartości. Ważne jest wciąganie ich w aktywne życie – mówi „Przewodnikowi Katolickiemu” Jasiek Mela, założyciel i prezes fundacji „Poza Horyzonty”.

     
    więcej »
  • Przebijając się przez mur
  • Spotykamy ich na dworcach, na ulicy proszą nas o pieniądze. Dajemy kilka złotych, uspokajając sumienie, albo nie dajemy nic, bo przecież sami wybrali taki los, bo przepiją…

    więcej »
right
left
Orszak Trzech Króli 2012