Samotność nie w mieście |
„Miasto jest samotnością” – pisał o. Pierre-Marie Delfieux, założyciel Wspólnot Jerozolimskich. Dzięki takim wspólnotom jak założona przez niego przeczy się jednak temu twierdzeniu.
Święta Teresa z Lisieux propagowała w swoim życiu strategię „małej drogi” dostępnej dla każdego człowieka, który pragnie żyć w świętości. Mając świadomość, że nie może być święta na wzór innych świętych, chciała znaleźć swój sposób na świętość w miejscu, w którym żyła, bo czuła się do tego powołana przez Boga. Dlatego proponowała i proponuje innym, żeby człowiek nie zniechęcał się swoją bezsilnością, lecz w pełni ją akceptował i powierzał siebie Bogu takim, jakim jest, ufając, że Bóg znajdzie sposób, by go doprowadzić do świętości.
Biorąc pod uwagę współczesne tempo i styl życia, to zasada, która może pomóc odnaleźć sens i kierunek biegu. To też jedna z zasad, którą kierują się członkowie „Pustyni w mieście”, wspólnoty ludzi, którzy żyjąc w mieście, nie chcą oddalać się od Boga, a wręcz przeciwnie, odnajdywać go w zgiełku i szybkim tempie życia metropolii.
Nie kościółkowi
Wstępując do „Pustyni w mieście”, jej członkowie przyjmują również inne zasady: 15-minutową poranną modlitwę w ciszy, codzienną 30-minutową lekturę Pisma Świętego i lekturę wybranej książki, wspólnej dla wszystkich członków wspólnoty. Ich realizacja wiąże się ze spełnianiem „klauzury wewnętrznej”, czyli z trwaniem w Bogu. - Jesteśmy tajniakami Pana Boga – stwierdza Maria Kastyak, na co dzień pracująca w Religia.tv, a w „Pustyni” zarządzająca warszawską grupą. - Jeżdżąc środkami komunikacji miejskiej, przyglądam się ludziom. Widzę, że są smutni i modlę się za nich – dodaje.
W skład zasad wchodzi też udział w jednej, poza niedzielną, Eucharystii, przynajmniej raz w tygodniu adoracja Najświętszego Sakramentu, codzienna wieczorna modlitwa połączona z rachunkiem sumienia i asceza. To nie oznacza, że członkowie „Pustyni” żyją odcięci od świata – wręcz przeciwnie, ich życie wiąże się z ewangelizacją miasta, w którym żyją. Wspólne spotkania, rozważania charyzmatu wspólnoty i Pisma Świętego pomagają im się uwolnić od złych cech miejskiego życia, a korzystać z tych, które przynoszą pożytek. – Mam czas, miejsca i przestrzeń, w których jestem tylko ja i Pan Bóg. Gdy wstaję rano, koncentruję
się na spotkaniu z Panem Bogiem i wiem, że nawet jeżeli wyjdę ze znajomymi na piwo, święta przestrzeń wypełnia mnie przez cały czas – mówi Maria Kastyak.
Ona sama, chociaż po pierwszym przypadkowym spotkaniu z ojcem założycielem nie skorzystała z wizytówki, którą jej wręczył, prędzej czy później musiała wylądować na Pustyni. - Gdy wyjechałam na studia do Krakowa, szukałam wspólnoty, z którą mogłabym się związać. Kolejny raz trafiłam na „Pustynię w mieście”. Chłopak odpowiedzialny za „komórkę” w Krakowie zadzwonił 15 minut po tym, jak napisałam do niego e-maila i zaproponował spotkanie. Zostałam – wspomina.
Pustynia reaktywacja
Po przeprowadzce do Warszawy reaktywowała stołeczną „komórkę”, bo tak nazywają się pustynne jednostki rozsiane po całym kraju. Trudno jej podać racjonalne powody wyboru tej a nie innej wspólnoty. To się po prostu stało. – Spotkałam tam normalnych, fajnych ludzi, którzy naprawdę chcieli się modlić – przyznaje z entuzjazmem Maria Kastyak.
Warszawska komórka składa się z siedmiu osób w wieku 20-40 lat, które są singlami, ale to nie znaczy, że w innych miastach struktura jest taka sama - w Krakowie komórkę tworzą studenci, w Poznaniu w większości rodziny. Pustynia zaprasza każdego. – Spotkania organizujemy raz w tygodniu za każdym razem u kogoś innego w domu. Rozpoczynamy od skupienia, modlitwy różańcowej. Jeżeli spotykamy się u mnie, modlimy się za moich sąsiadów, moje otoczenie, i oczywiście każdy przychodzi z własną intencją, w jakiś sposób związaną z pracą czy życiem prywatnym – opisuje Maria Kastyak.
Nie udało im się jeszcze zorganizować w Warszawie nieszporów za miasto, ale Kastyak jest przekonana, że w końcu i to się uda. W innych miastach – w Zabrzu czy w Poznaniu - takie modlitwy się odbywają i to właśnie podczas nich wiele osób decyduje się przystąpić do wspólnoty. – W czasie nieszporów odmawiamy Litanię Nocy, w trakcie której modlimy się np. za tych, którzy danej nocy myślą o samobójstwie, o rodzących kobietach, o ludziach cierpiących na bezsenność. Mnie zawsze w tym czasie przechodzą ciary. To niesamowite przeżycie – przyznaje Maria Kastyak.
Oprócz tego członkowie wspólnoty z całego kraju spotykają się na wakacyjnych rekolekcjach, gdzie przez pierwsze dni poszczą i żyją w milczeniu, a później spacerują po górach, rozmyślają o wierze, modlą się.
Coś więcej
Do istnienia tego wszystkiego doprowadziła grupa studentów, którzy w 1991 r. chcieli stworzyć wspólnotę. Gdy pierwsi członkowie zaczęli rozjeżdżać się po Polsce, zakładali właściwe dla miast komórki. Jaką rolę odgrywa w życiu wspólnoty miasto? – Tu zostaliśmy w pewien sposób rzuceni i chcemy dany nam czas spędzić jak najlepiej – mówi Maria Kastyak.
„Pustynia w mieście” jak na razie przeznaczona jest przede wszystkim dla osób świeckich. Duchowni pełnią rolę przewodników i czuwają nad całością wspólnoty. Inaczej jest we Wspólnotach Jerozolimskich, których pierwszy „oddział” w Polsce powstał w kwietniu 2010 r. w Warszawie. Wspólnoty Jerozolimskie na razie w Polsce się rozwijają, a ich zespół liczy prawie 20 osób – Polaków i nie tylko, sióstr i braci. Trafili właśnie tutaj, m.in. dzięki słowom książki „Źródło na pustyni miast” o. Delfieux: „Dziś powstaje nowy świat. Wczoraj przeważnie wiejski, dzisiaj w większości miejski. Wiedz, że życie monastyczne nie stoi w sprzeczności ze współczesnym zjawiskiem urbanizacji. Obecnie pustynia jest także w mieście. Jak tylu świadków Boga, którzy stawali się kolejno Żydami dla Żydów, Grekami dla Greków i bezdomnymi dla bezdomnych, ty będziesz dzisiaj mieszkańcem miasta dla mieszkańców miasta”.
Mniszki i mnisi mieszkają w osobnych budynkach, ale trzy razy dziennie modlą się razem. Mimo swojego zakonnego stanu pracują zawodowo, ale tylko na pół etatu. Chodzi o to, żeby zarabiali na swoje utrzymanie, ale żeby praca nie pochłaniała ich w zbyt dużym stopniu i żeby nie narodziła się w nich pokusa posiadania bogactw. „W pracę i na ulicę, gdy idziesz lub wracasz sam albo jedziesz z ludźmi publicznym środkiem lokomocji, w zgiełk miasta, wszędzie wnoś ze sobą tajemnicę wewnętrznej ciszy. W ciągu dnia stwarzaj w sobie wielkie przestrzenie ciszy” – to jedna z ich zasad.
Dobre naśladownictwo
Istnienie miejskich wspólnot zapoczątkował bł. Karol de Foucauld. Urodził się w 1858 r. w Strasburgu, ale dużą część swojego życia spędził w Algierii i Maroku. Obserwując wiarę muzułmańską, przeżywał zwątpienie. Po powrocie do Francji nawrócił się i odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Spędził 7 lat w klasztorze Trapistów i cztery jako pustelnik w Nazarecie. Pod koniec życia, już jako ksiądz, wyruszył na Saharę, żeby tam oddać się w pełni życiu z Bogiem.
W jego ślady poszedł Carlo Caretto, autor książki „Pustynia w mieście”. Br. Carlo Carretto przez długi czas działał w Związku Młodzieży Katolickiej, w Ruchu Oporu. Jako członek Zgromadzenia Małych Braci Jezusa postanowił spędzić resztę swojego życia na Saharze. W ślad za br. Karolem de Foucauld postawił na modlitwę, miłość, a nawet zajęcia pośród najbardziej opuszczonych ludzi na świecie.
Dzisiaj starają się ich naśladować członkowie m.in. „Pustyni w mieście” i Wspólnot Jerozolimskich. Twierdzą bowiem, że współczesne miasto zawiera w sobie wiele pokus, które mogą stworzyć z niego jałową pustynię wiary. Pustynia ma też inne znaczenie – jest miejscem koncentracji na spotkaniu z Panem Bogiem, miejscem oczyszczenia duszy i ciała. Lepiej spędzić kilkanaście dni na pustyni, niż przesiedzieć całe życie w oazie, bo jak mówi św. Teresa z Avila: „wygodne życie nie może iść w parze z modlitwą”. Może kolejne grupy odnajdą w tym swoją inspirację. Widząc zapał Marii Kastyak, trudno powiedzieć, coś innego niż: naprawdę warto.
| oceń artykuł: |
|
5/5 (1) |
| poprzedni | następny | wróć |
- Katolik nie potrzebuje maski
-
Janusz Palikot zadeklarował chęć zakrycia twarzy słynnego Chrystusa ze Świebodzina maską Anonymous. W zgrabny sposób połączył kpinę z religijnego symbolu z walką o wolność słowa w internecie (choć chciałoby się raczej napisać „pseudowolność słowa”) oraz z promowaniem własnej osoby i własnego ugrupowania.
więcej » - Autorytet z pieskiem
-
Dotychczas była znana głównie jako autorka sformułowań „Miłość jest jak niedziela”, „Rycz, mała, rycz”, „Wyszłam za mąż, zaraz wracam”, „Serwus, jestem nerwus”. Teraz najbardziej znany cytat jej autorstwa brzmi: „Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam” i dotyczy aborcji. Dwóch aborcji, do dokonania których przyznała się w telewizyjnym reportażu. Jego głównym motywem był fakt, że ona nie lubi dzieci i nigdy ich nie chciała mieć.więcej »
- W obronie wolności słowa. TV Trwam kontra KRRiTV
-
Jeszcze dzień, jeszcze dwa i ta sprawa zniknie w morzu nowych tematów, którymi codziennie absorbuje się opinię publiczną. W końcu tak na dobrą sprawę kto rozumie, o co chodzi z tym multipleksem, na którym nie ma jednej niszowej telewizji? Katolicy protestują, ale kto się będzie nimi przejmował, w końcu oni zawsze jakby co, to jedynie „nadstawią drugi policzek”. Dlaczego musimy upominać się o Telewizję Trwam właśnie teraz?
więcej » - Przy stole czy na marginesie?
-
Negocjacje wokół paktu fiskalnego pokazały, że rola Polski w Unii Europejskiej nie jest tak znacząca jak twierdzili rządzący. W najbliższym czasie okaże się, czy nasz kraj znalazł się poza centrum decyzyjnym Wspólnoty.
więcej » - Świeccy - pora wstać!
-
Nie wiem, czy powstanie Błękitna Polska, ale to, że polscy katolicy się budzą i coraz więcej o nich słychać, jest w najwyższym stopniu godne pochwały!więcej »
- Lekarz z powołaniem
-
Z dr med. Ewą KUCHARSKĄ, reumatologiem, zwyciężczynią w plebiscycie na najlepszego lekarza Małopolski roku 2011 i dyrektorem Centrum Medycznego VADIMED w Krakowie, rozmawia ks. Robert Nęcekwięcej »
- Węgry - odwaga samodzielności
-
W sobotę 21 stycznia blisko pół miliona ludzi wyszło na ulice Budapesztu w wielkiej manifestacji gromadzącej tłumy, jakie pamiętam chyba tylko na Mszach podczas pielgrzymek Ojca Świętego. Widziałem dumnych Węgrów, silnych przekonaniem, że obrali słuszną drogę, pełnych nadziei, bo widzą jak wielu ich jest i z tego także bierze się ich siła.
więcej » - "Armagedon nadchodzi"?
-
Warsztaty z szycia pluszaków, kuchnia azjatycka, Japan Quiz, a w sali obok panele dla „fanów psychopatów i ich wąskich źrenic” oraz „praktyczne konkursy”, w których nastoletnie dziewczyny udają lesbijki, a chłopcy homoseksualistów. I to wszystko w naszych szkołach.
więcej » - Niepełnosprawność siedzi w głowie
-
– Pomagamy osobom po amputacjach w zdobyciu porządnej protezy, ale nawet najlepsza nie zastąpi ich poczucia wartości. Ważne jest wciąganie ich w aktywne życie – mówi „Przewodnikowi Katolickiemu” Jasiek Mela, założyciel i prezes fundacji „Poza Horyzonty”.
więcej » - Przebijając się przez mur
-
Spotykamy ich na dworcach, na ulicy proszą nas o pieniądze. Dajemy kilka złotych, uspokajając sumienie, albo nie dajemy nic, bo przecież sami wybrali taki los, bo przepiją…
więcej »
Tematy numeru:
- Kultura
- Staroświecka jak przecinek autorka paru wierszy
- Wiara i Kościół
- Blef religijności
- Społeczeństwo
- Katolik nie potrzebuje maski
- Rodzina
- Choinka w małżeńskiej sypialni



drukuj















