dzisiaj jest: sobota, 11.02.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 37/2010 » Rodzina »

Dlaczego duża rodzina jest dobra?

autor: Bogna Białecka

Dominika z czwórką synów idzie poznańskim deptakiem. Nieznajoma pani zaczepia ich i z troską w głosie pyta: „Te wszystkie dzieci to Pani”?

 

 

Nie pierwszy raz postronne osoby wypytują Dominikę o szczegóły jej życia osobistego. Zawsze z  uśmiechem na twarzy odpowiada: „Nie, reszta na koloniach". Mina nieznajomej – bezcenna.

Wiele osób uważa, że dzieci w wielkich rodzinach mają gorzej lub wręcz są zaniedbywane. Rzeczywiście, dzieciom w rodzinach wielodzietnych nie pobłaża się tak bardzo jak w małych. Nie dostają najmodniejszych butów, gadżetów, a ich zachcianki nie są zaspokajane. W wielu rodzinach dzieci noszą ubrania po starszym rodzeństwie czy kupowane w lumpeksach, nie uczęszczają codziennie na płatne zajęcia dodatkowe, a mimo to posiadanie wielu braci i sióstr ma wiele zalet.

 

Często mówi się o tym, że liczne rodzeństwo rozwija empatię, umiejętność dzielenia się, negocjacji itp. Jak jednak konkretnie się to odbywa?

 

10 najważniejszych zalet posiadania rodzeństwa

  1. W przeciwieństwie do typowej rodziny dwa plus jeden plus pies, dzieci z dużych rodzin są realnie potrzebne w domu. Dzięki wykonywaniu obowiązków domowych przyczyniają się do dobrobytu rodziny. Poza tym każdego dnia ćwiczą umiejętność mierzenia się z problemami współżycia z grupą ludzi, ćwiczą zdolność działania na rzecz wspólnego dobra grupy. W rezultacie wzrastają w świadomości swych mocnych i słabych stron, z realistycznym poczuciem wiary w swe możliwości. Dzięki temu dorastając są  coraz bardziej odpowiedzialne. Syndrom "Piotrusia Pana" (a więc dorosłego dziecka mieszkającego z rodzicami i niepotrafiącego wziąć odpowiedzialności za własne życie), co warto zauważyć, dotyczy z reguły jedynaków.
  2. Z powyższym związane jest lepsze zrozumienie, czym jest naprawdę "odpowiedzialność". Odpowiedzialność oznacza to, że jeśli ja czegoś nie zrobię, ktoś inny na tym ucierpi. W takiej sytuacji trudno by wykształciła się u dziecka postawa roszczeniowa: „Należy mi się".
  3. W rodzinie wielodzietnej zawsze znajdzie się ktoś, z kim można porozmawiać, pobawić się, podowcipkować. Dostarcza to nieustannej stymulacji intelektualnej. Ba, nawet kłótnie i będące ich skutkiem negocjacje wzmacniają i "ostrzą" zdolność oceny.
  4. W rodzinach wielodzietnych jest też wiele radości. Mimo  kłopotów czy gorszych chwil wielkie rodziny potrafią trzymać się razem, wspierać i razem śmiać. Większa jest radość z osiągnięć. Żarty i zabawne opowiastki dzielone z całą grupą ludzi wydają się zabawniejsze i pobudzają do śmiechu.
  5. Nawet zwyczajne kłótnie i przepychanki pod wpływem rodziców zmieniają się w lekcje sprawiedliwości, dzielenia się, uznawania różnic, tolerancji, przebaczania. To wzmacnia kręgosłup moralny dzieci, rozwija ich sumienie. Tarcia, choć nieprzyjemne, są przydatne – wygładzają zadry, kształtując osobowość. Są jak szlifowanie szlachetnego kamienia.
  6. Ponieważ rodzice dbają o potrzeby dzieci, ale nie mogą zaspokoić wszelkich ich zachcianek (przez brak pieniędzy i czasu), dzieci uczą się ważnego rozróżnienia między potrzebami a zachciankami. Uczą się czekać na to, czego pragną, lub pracować i zarabiać na to. Mogą też próbować osiągnąć pożądany rezultat w niestandardowy sposób. Np. zamiast kupowania markowego (lecz kiepskiej jakości) piórnika ze znaną postacią z kreskówki – przerobić tańszy, dobrej jakości piórnik, ozdabiając go trwałymi markerami do materiału. Rozwija to kreatywność i umiejętność radzenia sobie z nietypowych sytuacjach. Chroni to także  dzieci przed korupcyjnym wpływem nieustającej gratyfikacji. Uczą się cnót cierpliwości i zdrowej ambicji. Wyrastają na osoby samodzielne, przedsiębiorcze, kreatywne.
  7. Dzięki przebywaniu z braćmi i siostrami poznają ważne różnice między płciami. Chłopcy zaczynają rozumieć i doceniać kobiecość w siostrach, dziewczynki poznają cechy charakterystyczne dla męskich zachowań. Dzięki temu dzieci z rodzin wielodzietnych są lepiej niż np. jedynacy przygotowani do małżeństwa. Nie zapewnia tego szkoła ani grupy zainteresowań, gdzie chłopcy i dziewczęta z reguły trzymają się oddzielnie aż do wieku "tworzenia par", a w wieku "chodzenia ze sobą" trudno mówić o autentycznym poznawaniu się nawzajem – raczej o sztuce tworzenia jak najlepszego wrażenia.
  8. Jedną z tajemnic dużych rodzin jest uderzające zróżnicowanie temperamentów, talentów i zainteresowań dzieci. Radząc sobie z tym zróżnicowaniem dzieci doskonalą umiejętność dogadywania się z ludźmi. Dzielenie się sypialnią, łazienką, miejscem przy stole doskonale przygotowuje je do przyszłego małżeństwa.
  9. Starsze dzieci bawią się z młodszymi, w ten sposób nawiązując silne więzy emocjonalne. Młodsze rodzeństwo z kolei otrzymuje miłość i uczy się od wielu starszych od siebie ludzi – nie tylko rodziców. W ten sposób starsze dzieci wzrastają w dumie opiekuna, młodsze są otoczone potężną dawką miłości.
  10. Każde z dzieci idzie przez życie doświadczając wsparcia swych starszych braci i sióstr. Niezależnie od tego, co im się w życiu przydarzy, nigdy nie będą sami. Tak naprawdę największym darem, jaki mogą dzieciom dać rodzice, jest trwający całe życie dar w postaci braci i sióstr.

 

Opr. na podstawie wykładu Jamesa Stensona, autora książki „Compass, a Handbook on Parent leadership".

 

 

 


Rodzina na wagę złota – z perspektywy 50-latki

 

Gdy widzę dużą rodzinę idącą ulicą, czuję wzruszenie i smutek. I ukłucie zazdrości. Miałam jednego syna, który zginął w wypadku. Miałam jednego brata, który zerwał kontakty z całą rodziną. Jestem za stara, by urodzić kolejne dziecko (próbowałam zajść w ciążę, ale nic z tego), a ponieważ mam pierwszą grupę inwalidzką, nie dostanę dziecka do adopcji. Pracuję na półtora etatu, wieczorami wychodzimy z mężem – to do restauracji, to do kina, to do teatru. Gdy musi dokądś wyjechać, oglądam telewizję. To okropne życie. Ludzie nam zazdroszczą – pieniędzy, domu, samochodów, a jednak oddałabym to wszystko za prawdziwą rodzinę.

Ela

 

Gdy byłam młodsza, często słyszałam docinki. Ludzie kpili z kolejnej ciąży, koleżanki współczuły, że marnuję sobie życie wciąż siedząc w domu z dziećmi. Chyba najwięcej cięgów zgarniał jednak mój mąż, spotykając się z całą gamą docinków – od nazywania bykiem rozpłodowym do podejrzeń o zmuszanie mnie do seksu... Najwięcej niepokoju budziły jednak całkiem wydawałoby się rozsądne głosy przestrzegające mnie, że gdy dzieci dorosną i odejdą z domu, stracę poczucie sensu życia. Skoro całe lata żyłam tylko dla nich, pustka domu mnie wykończy – syndrom opuszczonego gniazda nazywa się to. A tu niespodzianka. Najmłodsze dziecko chodzi jeszcze do podstawówki, a już doczekaliśmy się wnuków! Nasz dom znów napełnia dziecięcy szczebiot. Opuszczone gniazdo? To chyba dla jedynaków. Dzisiaj mamy siedmioro dzieci i troje wnucząt.

Basia

 

oceń artykuł:
2/5 (3)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Choinka w małżeńskiej sypialni
  • Metody naturalnego planowania rodziny uważane są przez „postępowe” kobiety i ich wygodnych partnerów za opresyjną katolicką moralność, a przez pary (także niewierzące), które je stosują – za małżeński cement. Gdzie leży prawda?

    więcej »
  • Jak robią to Polki?
  • Rozmowa z Marią Kuźmiak, instruktorką metod naturalnego planowania rodziny (NPR), o stylu życia z płodnością, na przyjęcie którego nigdy nie jest za późno, a także o tym, gdzie znaleźć potrzebną pomoc i o wsparciu męża, którego tak potrzebuje kobieta

    więcej »
  • Zatrzymać się jak samarytanin
  • Zdrowa dieta, zdrowa woda, zdrowe żywienie... Sport to zdrowie. Taniec to zdrowie. Śmiech to zdrowie, etc. Media lansują zdrowy tryb życia, bo jest na to popyt. Cierpienie „źle się sprzedaje”, więc po co je eksponować.

    więcej »
  • Zdrada i co dalej?
  • Wiadomość o zdradzie współmałżonka jest sytuacją wyzwalającą tak silne emocje, że nasza reakcja może zaskoczyć nas samych.

    więcej »
  • Razem powiedzmy "Nie!"
  • Obserwując nieprzyjazne polskim rodzinom poczynania premiera i rządu, większość z nas pozostaje biernymi widzami. Ewentualnie lubimy sobie ponarzekać. Ale można też spróbować coś zrobić...

    więcej »
  • Babcia z indeksem
  • Halina chodzi z kijkami i uczy się angielskiego, więc wie, że to nordic walking. Ela rozkręca wielopokoleniowy chór, Bożena lubi bydgoskie lekcje muzealne, a Jan tworzy teatr z prawdziwego zdarzenia.

    więcej »
  • Dobra, rodzinna inwestycja
  • Uwielbią wspólnie spędzać czas, czy to na wycieczkach, czy wylegując się rodzinnie na kanapie. Ale każde z nich lubi też pobyć sam na sam z książką. A co najważniejsze, jak przyznają, są bardzo szczęśliwi.

    więcej »
  • Akceptować czy kochać?
  • Jednym ze źródeł nieporozumień i konfliktów między ludźmi jest mylenie miłości z akceptacją. Akceptacji najbardziej domagają się egoiści, krzywdziciele i ci, którzy nie chcą się zmienić, bo twierdzą, że już „tacy” są.

    więcej »
  • Życie zaczyna się po sześćdziesiątce?
  • Pracują, uczą się, żeglują, prowadzą własne biznesy, a w tym wszystkim mają jeszcze czas dla wnuków. Zmienia się model dziadkowania, bo seniorzy odkrywają, że emerytura nie musi oznaczać rezygnacji z marzeń i aktywności.

    więcej »
  • Ekumenizm? Normalność i szacunek
  • Nie myśleliśmy nigdy o doktrynach czy dogmatach, które dzielą nasze wyznania. Kochamy się i szanujemy nawzajem. Bóg jest jeden, dlatego chcemy razem przeżywać tak ważne wydarzenie, jak spotkanie z Nim – podkreślają państwo Urbańscy z Wisły

    więcej »
right
left
Orszak Trzech Króli 2012