dzisiaj jest: środa, 22.02.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 4/2012 » Młodzież »

Złodziej z różańcem

autor: Michał Bondyra

Kradł, by pomóc mamie. Wtedy myślał, że tak trzeba. Dziś wie, że nie. Potrafi nazwać zło złem. W więzieniu poznał Boga i sens przykazania „nie kradnij”.

 

W 2011 r. policja wszczęła 216 970 postępowań w sprawie kradzieży. Jak wylicza podinspektor Grażyna Puchalska z Komendy Głównej Policji, straty z tego tytułu oscylują wokół 1,02 mld zł. Policja w swoich kartotekach ma 55 344 podejrzanych. Ponad 83 proc. to pełnoletni. W areszcie siedzi tylko 937 z nich. Siedzi też Arek, choć on policyjną statystykę zasilił dużo wcześniej. Pierwszy raz w roku 2006. Wtedy stwierdzonych kradzieży było 280 709.

 

Trzy wyroki

– Na początku były drobne kradzieże. Potem włamania z kradzieżami. Kradłem wszelkiego rodzaju metale, które trafiały do skupów. Zarabiałem na tym do kilkuset złotych – mówi. Złapali go. Miał wtedy 21 lat. Odsiadkę zaczął w Zakładzie Karnym we Włocławku, później w Koronowie, gdzie zjechał na sprawę. Potem był znów Włocławek, Inowrocław, aż wylądował tu, w Bydgoszczy, w celi nr 21 Zakładu Otwartego Aresztu Śledczego. – Teraz siedzę już półtora roku, a zostały mi jeszcze trzy lata. To mój trzeci wyrok. O warunkowe zwolnienie mogę się ubiegać pod koniec 2013 – tłumaczy. Po odsiadce w 2006 r. na wolności wytrzymał dwa miesiące. – Pieniędzy było mało, więc zacząłem kraść części maszyn i samochodów oraz elektronarzędzia z garaży różnych firm, które potem trafiały do paserów – niechętnie wraca do tego, co było.

 

Dla mamy

Włamywał się często. Na początku kradł, by pomóc mamie Basi. – Moja mama to bardzo dobra i kochana kobieta. Zawsze troszczyła się o mnie i braci. Odkąd zabrakło taty, ledwo wiązała koniec z końcem. Wciąż brakowało jej pieniędzy – w źrenicach jak ćmy wokół lampy krążą bezwiednie łzy.

Z ojcem Stefanem nie miał dobrych relacji. Z czasem się jednak unormowały. Kiedy się powiesił, matka została nie tylko z Arkiem, ale i Michałem, Damianem i Jackiem. – Dwóch jest małych: 11 i 12 lat. Trzeci ma dziś 21 lat. Jestem najstarszy, więc to ja jestem odpowiedzialny za rodzinę – ucina.

Już jako nastolatek uczył się budowlanki. Pod okiem surowego ojca – niewykwalifikowanej „złotej rączki”. Po jego śmierci pracował. Pieniędzy z budowy nie wystarczało. Zamiast drugiego etatu postanowił kraść.

 

Matura na wolności

Z więzienia we Włocławku wyszedł po dwóch latach. W 2008 roku. Na wolności wytrzymał rok. W tym czasie policyjne statystyki wskazywały 214 414 (w 2008 r.) i 211 691 (w 2009 r.) stwierdzonych kradzieży. Kradzieży z włamaniem wykryto wtedy odpowiednio 124 066 i 135 383.

Po śmierci ojca przestał się uczyć. Po trzech miesiącach zrezygnował z zawodówki. Dziś kolegę z aresztu prosi o… wytłumaczenie matematycznego równania. Rozpoczął pierwszy semestr w liceum ogólnokształcącym. Za kratami, przez internet. Ale maturę w 2014 r. chce zdać już na wolności. – Z tą matematyką faktycznie mam największe problemy. Ale jakoś daję radę. Dostaję gotowy materiał i muszę go przerobić. Nie mam nauczycieli. Jest tu kolega po maturze, który mi tłumaczy – mówi. To druga jego szkoła, odkąd siedzi w więzieniu. Pierwszą – zawodówkę skończył jeszcze w Zakładzie Karnym we Włocławku.

 

Firma albo bruk

– Mam specjalizację zbrojarz betoniarz. Na wolności bardzo mi się przyda – zapewnia. Tym bardziej że po wyjściu ma już plan. – Mam znajomego, który ma firmę budowlaną. Z Marianem siedziałem w Inowrocławiu. On tam bardzo mi pomagał. Po wyjściu skojarzyłem go z mamą. Nie myślałem, że coś z tego będzie. Od czerwca są razem. A jak dzwonię do sąsiadki, to ta mówi: „Twoja mama to inna kobieta, rozpromieniona, radosna taka”. To mnie cieszy – przez skupioną twarz przebija się niewielki uśmiech. Z Marianem zawarli układ: zatrudni Arka, a potem zrobi go współwłaścicielem firmy. – Najpierw będę miał małe robótki. Z czasem coraz większe. Chce ściągać domy drewniane z Białorusi. Na to potrzeba czasu i pieniędzy. Jak zacznie, to on będzie za granicą, a ja w Polsce – oczy nabierają blasku. A jak nie wyjdzie? – Mogę kłaść kostkę brukową, bo to umiem robić.

 

By nie napluł w twarz

Ostatni wyrok to nie tylko efekt kradzieży. Arek wziął winę za wspólnika. Przyjaciela. Tak mu się wtedy zdawało. Dziś o koledze od włamów mówi niechętnie. – Miałem wybór: albo on, albo ja. Na ostatnim warunkowym wrócili koledzy. Zacząłem znów kraść. Pojawił się alkohol, by było łatwiej – relacjonuje. Już wtedy jednak spotkał w swoim życiu Boga, więc przystopował. Po kilku dniach zaczęła go szukać policja. Miał wybór: albo wróci na „odróbki” przy sprzątaniu zadanym przez kuratora, albo będzie się ukrywał. Wrócił. – Wiedziałem, że kara i tak mnie nie minie. Więc mnie złapali – mówi bez żalu. Żal słychać jednak, gdy mówi o wspólniku, za którego wziął część wyroku. – Nie wydałem go, by po wyjściu on nie napluł mi w twarz – rzuca dosadnie. Za lojalność nie doczekał się wdzięczności: „Siedząc we Włocławku, zjechałem na sprawę do Koronowa. Widzę go na „peronce”. Pytam: co się stało? On: sprzedali mnie! Mówię: miałeś mi pomagać! A on: za pół roku wyjdę, to ci pomogę. Wyszedł i nawet nie spytał co u mnie”.

 

Góra Tabor

Zakład Karny we Włocławku będzie wspominał zawsze. Nie dlatego, że skończył zawodówkę, że wspólnik oblał test z przyjaźni, ale przez ojca Damiana od braci pocieszycieli. To dzięki niemu przyszedł po wielu latach na Mszę. – Zacząłem się więcej modlić. Tak naprawdę. Uwierzyłem w Boga. Pomyślałem o bierzmowaniu – takim świadomym, moim – w jego głosie rodzi się ekscytacja. Arek choć ochrzczony, do kościoła chodził jak wielu. Bo wymaga tradycja, bo babcia mówi, że tak trzeba. Dopiero w więzieniu poznał smak wiary. Mimo upadków, jak ten po wyjściu na przepustkę i dalsze kradzieże, wciąż tkwi przy Bogu. – Przez modlitwę udało mi się przejrzeć na oczy, nazwać zło złem, odciąć się od ciągnących na dno kolegów – przekonuje. Jego głęboką duchowość widzi też Anna Stranz, prezes bydgoskiego Stowarzyszenia „Bractwo Więzienne”. – Na naszych spotkaniach zasadniczo wszyscy osadzeni są skupieni i dobrze się zachowują, obojętnie, z jakim depozytem wiary i doświadczeń duchowych przychodzą. Jednak w indywidualnej rozmowie widać, że ten chłopak ma głębię. Nie robi niczego powierzchownie. On naprawdę kocha Boga i chce mu być posłusznym. Nawet w tych warunkach ma swoją górę Tabor – podziwia Arka pani Anna.

 

„Lecę” Pompejańską

Kiedyś niepokorny, wybuchowy, dziś skromny, jakby ciągle skupiony. Z dawnego Arka pozostała tylko miłość do matki i braci, no i szczerość. W więzieniu prócz Boga odkrył… duchowość maryjną. Pani Anna wspomina czas, gdy mówiła o potędze modlitwy różańcowej: „Opowiadałam wtedy o bł. Bartłomieju Longo i Nowennie Pompejańskiej. Po ulotkę o nowennie od sióstr loretanek rękę wyciągnął Arek. Po miesiącu pytam go: Arek odmawiasz systematycznie Różaniec? On trochę zdziwiony rzuca: No ja cały czas <<lecę>> Nowennę Pompejańską. To było najlepsze świadectwo, jakie słyszałam”. Pani prezes wspomina też spotkanie bractwa z Bogdanem Chęsym, którego córka jest karmelitanką w Karagandzie. – Nasz gość rozdawał książkę Dar mojej Matki, zachęcał przy tym do przyjęcia szkaplerza – wraca do tamtych dni – Po kilku tygodniach, gdy inni dopytywali się o warunki przyjęcia szkaplerza, tylko Arek stwierdził, że by go przyjąć, trzeba dokładnie przestudiować tę książeczkę.

Pani Ania widząc Arka z różańcem, jest spokojna o jego przyszłość na wolności. Arek w 2013 rok też patrzy z nadzieją. Wtedy skończy się jego pokuta i zacznie test z wypełniania siódmego przykazania dekalogu.

 

 

oceń artykuł:
0/5 (0)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Lednica jako wolontariat i szkoła zaangażowania
  • Już po raz szesnasty w pierwszą sobotę czerwca na Polach Lednickich zgromadzą się tysiące młodych ludzi, którzy wezmą udział w liturgii Mszy św., nabożeństwach i wychwalaniu Boga tańcem i śpiewem. 

    więcej »
  • Od randek do małżeństwa
  • Gdy chłopak i dziewczyna, którzy osiągnęli pełnoletność, chodzą ze sobą i tworzą parę, w ten sposób komunikują sobie nawzajem, że interesuje ich zawarcie małżeństwa.

    więcej »
  • Trochę o zaufaniu, trochę o solidarności...
  • Można się pytać, czym ma się wyróżniać chrześcijaństwo we współczesnym świecie. Jedną z odpowiedzi jest zaproszenie Wspólnoty z Taizé do zaufania Bogu, człowiekowi i odnawiania więzi solidarności.

    więcej »
  • Pielgrzymka zaufania
  • - Wiara nie jest ucieczką od świata, Chrystus posyła nas w świat. W zaufaniu do Niego odnajdujemy smak ryzyka i motywację do podejmowania odpowiedzialnych zadań – mówił brat Alois, przeor Wspólnoty z Taizé, podczas modlitwy gromadzącej w sylwestrowy wieczór uczestników 34. Europejskiego Spotkanie Młodych w Berlinie.

    więcej »
  • Z Berlina do Rzymu
  • O potrzebie zaufania i solidarności oraz kolejnym etapie „Pielgrzymki zaufania przez ziemię”, z bratem Aloisem, przeorem Wspólnoty z Taizé, w czasie Europejskiego Spotkania Młodych w Berlinie, rozmawia ks. Dariusz Madejczyk

    więcej »
  • Wkręceni w Taizé
  • Oni już dawno zdecydowali: „Jedziemy do Berlina!”. I dobrze wiedzą, co ich czeka, bo to nie pierwsze Europejskie Spotkanie Młodych, w którym będą uczestniczyli. Zresztą, jak przekonują, Taizé po prostu wciąga.

    więcej »
  • Z filmów pod strzechy
  • To, co zadziwiało kilkanaście lat temu w filmach science fiction, dziś stało się rzeczywistością. Rozwój technologiczny wciąż przyspiesza. Wystarczył rok, by powstały kolejne wynalazki i nowe rozwiązania.

    więcej »
  • Do shopy, hej...
  • Gdy jedni już nucą po cichu Do szopy, do szopy wszyscy… inni biegną do shopu, do shopu, do shopu.

    więcej »
  • Bądź sobą - powiedz "nie"
  • „... a kto nie wypije, tego we dwa kije!”. Chyba każdy zna tę przyśpiewkę, ale któż chciałby zostać tak obity? Więc może lepiej jednak wypić...?

    więcej »
  • Młodzież i "te" sprawy
  •  
    Gdy analizuję wyniki badań na temat zachowań nastolatków w sferze seksualnej, to najbardziej niepokoi mnie postawa niektórych dorosłych, zwłaszcza tych, którzy wulgaryzację relacji chłopak–dziewczyna uznają za przejaw „postępu”.
    więcej »
right
left
Orszak Trzech Króli 2012