dzisiaj jest: sobota, 11.02.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 6/2010 » Młodzież »

Dlaczego trzeba chodzić do kościoła?

autor: Monika Nowacka

 

„Bóg jest wszędzie. Jeśli naprawdę się Go kocha i w Niego wierzy, nie ma konieczności regularnego chodzenia do kościoła” - czy rzeczywiście…?


Wielu uważa, że tak. Powyższe zdanie jest niezwykle powszechne. Obecnie około 89 proc. Polaków jest ochrzczonych w Kościele rzymskokatolickim. Nie da się ukryć, że jest to zdecydowana większość społeczeństwa. Jak jednak ma się to do sytuacji w kościołach? Właściwie nie ma się prawie w ogóle – nasze świątynie coraz częściej świecą pustkami. Oczywiście nie jest to regułą i nie można generalizować tej kwestii.

 

Mobilizacja w dobrej sprawie

Odbywające się nie tak dawno w Poznaniu 32. Europejskie Spotkanie Młodych pokazało, jak wielu z nas potrafi się włączyć w życie wspólnoty, nie tylko deklarując, ale i wprowadzając w czyny swoją wiarę do Boga i bliźnich. Wielu młodych ludzi, którzy doświadczyli gościny, chwaliło organizację i ciepłe przyjęcie w polskich domach. Zatem jednoznacznie można stwierdzić, że jeśli tylko chcemy, to potrafimy się zmobilizować i zaangażować w życie wspólnoty. Jak jednak wygląda nasz udział w życiu Kościoła na co dzień? Bardzo różnie.

Na samym początku zostało powiedziane, iż panuje powszechne przekonanie, że jeśli się wierzy naprawdę, nie ma konieczności regularnego chodzenia do kościoła - bo po co? Skoro jeśli ktoś szczerze, całym sercem wierzy, może modlić się w lesie, na polanie czy idąc do szkoły lub pracy…

 

Sportowiec hipokryta

Takie myślenie prowadzi w prosty sposób do zapominania o konieczności przychodzenia do kościoła. Gdy raz zrezygnuje się z niedzielnej Mszy św., z jakiegoś, wydawałoby się, „ważnego” powodu, nie ma większych problemów, by i w kolejne niedziele znaleźć usprawiedliwienie swojej nieobecność. Z czasem takie podejście może wejść w nawyk. Oczywiście, ktoś, kto tak postępuje, nadal będzie uważał się za osobę wierzącą, jednak doda dalej: „jestem wierzący, ale nie praktykujący”. Czy jednak jest to możliwe? Czy może nazwać się sportowcem ten, kto nie trenuje regularnie? Odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama – oczywiście, że nie.

 

Nie zawsze tak samo    

Bóg jest wszędzie, jednak nie zawsze Jego obecność jest taka sama. W inny sposób przychodzi do nas w przyrodzie, w Słowie Bożym, a jeszcze inaczej w Eucharystii. Często zapomina się o tym, że tylko we wspólnocie Kościoła, czyli „chodząc do kościoła”, człowiek może otrzymać sakramentalne rozgrzeszenie oraz zjednoczyć się z Chrystusem, przyjmując Jego Ciało w Komunii św. Nie można zapominać, że tylko i wyłącznie w świątyni można złączyć się z Bogiem całkowicie poprzez korzystanie z sakramentów, bez których nie można mówić o życiu duchowym człowieka.

Jeśli ktoś z pełną świadomością i z własnej woli rezygnuje z udziału w niedzielnej czy świątecznej Eucharystii, strata, którą ponosi, powoduje jego duchową śmierć. Niestety, i trzeba to wyraźnie zaznaczyć, taki człowiek popełnia grzech śmiertelny i bez uzyskania odpuszczenia grzechu podczas sakramentalnej spowiedzi nie może przystąpić do Komunii św. Często się o tym zapomina, niektórzy nawet nie są świadomi tego, jak wiele szkody może wyrządzić takie postępowanie… Należy też pamiętać, że sam Chrystus powiedział, iż kto spożywa Jego Ciało, ma życie w sobie, kto zaś nie spożywa Ciała Syna Człowieczego i nie pije Krwi Jego, nie ma życia w sobie (por. J, 6, 53-54). Zatem to co nazywamy „chodzeniem do kościoła” wiąże się z życiem duchowym, które jest zapoczątkowaniem tutaj, na ziemi, życia wiecznego.

 

Szukając alternatywy 

Można sobie zadać pytanie, czy jest możliwa jakaś inna, alternatywna droga do zjednoczenia z Bogiem. Jednak nie ma sensu dłuższe zastanawianie się nad odpowiedzią. Na ziemi człowiek nie może być nigdy aż tak bardzo zjednoczony z Bogiem, jak właśnie w Komunii św. Warto przypomnieć tu słowa św. Faustyny Kowalskiej, która w swoim „Dzienniczku” napisała, iż gdyby aniołowie mogli zazdrościć ludziom, to by zazdrościli dwóch rzeczy: cierpienia i przyjmowania Komunii św. Nie mogą bowiem  tak jak człowiek okazać Bogu miłości poprzez cierpienie dla Niego ani nie mogą zjednoczyć się z Nim tak, jak może człowiek w Komunii św. (por. „Dzienniczek” punkt 1804). Zatem „chodzenie do kościoła” jest łaską, darem, wyróżnieniem, a jednocześnie czymś niezbędnym dla życia duchowego i pełnego zjednoczenia z Bogiem w wieczności.

 

 


 

Credo znaczy „wierzę”

Rozważając słowa dobrze znanego nam Credo (łac. wierzę), jednoznacznie można stwierdzić, że nie jest możliwe, by istniał ktoś, kogo można by nazwać jednocześnie osobą wierzącą i niepraktykującą. Zatem jeśli ktoś uważa, że wierzy, powinien zwrócić szczególną uwagę na słowa Credo, mówiące o „jednym, świętym, powszechnym, apostolskim Kościele”. Tutaj już nie ma wątpliwości - po prostu nie da się być katolikiem wierzącym i niepraktykującym. Nie można wierzyć w „jeden, powszechny Kościół” i jednocześnie świadomie i dobrowolnie unikać czy rezygnować ze wspólnoty z nim. Wniosek jest prosty i nasuwa się sam: jeśli ktoś nie praktykuje, to po prostu nie wierzy lub wierzy bardzo słabo.  

 

     

 

 

 

 

 

oceń artykuł:
5/5 (4)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Od randek do małżeństwa
  • Gdy chłopak i dziewczyna, którzy osiągnęli pełnoletność, chodzą ze sobą i tworzą parę, w ten sposób komunikują sobie nawzajem, że interesuje ich zawarcie małżeństwa.

    więcej »
  • Złodziej z różańcem
  • Kradł, by pomóc mamie. Wtedy myślał, że tak trzeba. Dziś wie, że nie. Potrafi nazwać zło złem. W więzieniu poznał Boga i sens przykazania „nie kradnij”.

     
    więcej »
  • Trochę o zaufaniu, trochę o solidarności...
  • Można się pytać, czym ma się wyróżniać chrześcijaństwo we współczesnym świecie. Jedną z odpowiedzi jest zaproszenie Wspólnoty z Taizé do zaufania Bogu, człowiekowi i odnawiania więzi solidarności.

    więcej »
  • Pielgrzymka zaufania
  • - Wiara nie jest ucieczką od świata, Chrystus posyła nas w świat. W zaufaniu do Niego odnajdujemy smak ryzyka i motywację do podejmowania odpowiedzialnych zadań – mówił brat Alois, przeor Wspólnoty z Taizé, podczas modlitwy gromadzącej w sylwestrowy wieczór uczestników 34. Europejskiego Spotkanie Młodych w Berlinie.

    więcej »
  • Z Berlina do Rzymu
  • O potrzebie zaufania i solidarności oraz kolejnym etapie „Pielgrzymki zaufania przez ziemię”, z bratem Aloisem, przeorem Wspólnoty z Taizé, w czasie Europejskiego Spotkania Młodych w Berlinie, rozmawia ks. Dariusz Madejczyk

    więcej »
  • Wkręceni w Taizé
  • Oni już dawno zdecydowali: „Jedziemy do Berlina!”. I dobrze wiedzą, co ich czeka, bo to nie pierwsze Europejskie Spotkanie Młodych, w którym będą uczestniczyli. Zresztą, jak przekonują, Taizé po prostu wciąga.

    więcej »
  • Z filmów pod strzechy
  • To, co zadziwiało kilkanaście lat temu w filmach science fiction, dziś stało się rzeczywistością. Rozwój technologiczny wciąż przyspiesza. Wystarczył rok, by powstały kolejne wynalazki i nowe rozwiązania.

    więcej »
  • Do shopy, hej...
  • Gdy jedni już nucą po cichu Do szopy, do szopy wszyscy… inni biegną do shopu, do shopu, do shopu.

    więcej »
  • Bądź sobą - powiedz "nie"
  • „... a kto nie wypije, tego we dwa kije!”. Chyba każdy zna tę przyśpiewkę, ale któż chciałby zostać tak obity? Więc może lepiej jednak wypić...?

    więcej »
  • Młodzież i "te" sprawy
  •  
    Gdy analizuję wyniki badań na temat zachowań nastolatków w sferze seksualnej, to najbardziej niepokoi mnie postawa niektórych dorosłych, zwłaszcza tych, którzy wulgaryzację relacji chłopak–dziewczyna uznają za przejaw „postępu”.
    więcej »
right
left
Orszak Trzech Króli 2012