dzisiaj jest: piątek, 10.02.2012 | Imieniny:
Przewodnik Katolicki 32/2010 » Kultura »

Światło, które czyni cuda

autor: Joanna Sopyło


Chcesz sprezentować komuś lampę witrażową? Wybierz się do warsztatu na Kruczej w Warszawie. Przy okazji dowiesz się, jak powstają witraże.

 

 

 

Ulica Krucza w Warszawie, przy której obok nowoczesnych biurowców i hoteli, można znaleźć stare kamienice. W ich wnętrzach warto szukać tajemnic, które coraz częściej odchodzą w zapomnienie. Jedna z nich kryje się w piwnicy pod numerem 13. Z ulicy można zajrzeć przez okna do środka. Chłopiec do idącej z nim mamy mówi: „Patrz, jak dużo fajnych rzeczy”. Oni idą dalej, ale na wizytę w piwnicy decydują się inni goście – zagraniczni turyści, Polacy, czasami znane osoby – była Joanna Trzepiecińska, był Marek Perepeczko. Po co? Żeby podziwiać pracę Mieczysława Nowalskiego, który zajmuje się tworzeniem witraży, a dokładnie lamp witrażowych. Przy okazji słuchają, jak te kolorowe cuda powstają.

 

Prawie jak Tiffany

Słowa klucze to technika Tiffany’ego, czyli sposób wytwarzania witraży i lamp metodą jej twórcy Louisa Comfort Tiffany’ego, który swoje pierwsze dzieło stworzył pod koniec 1895 r. Dzisiaj jego tradycje kontynuuje wielu rzemieślników i firm na świecie, a pośród nich pan Mieczysław. Coraz częściej można również spotkać witraże robione tą metodą w kościołach, gdzie zastępują one tradycyjne dzieła sztuki wytwarzane tzw. metodą średniowieczną.

Pierwsza z nich jest bardziej skomplikowana, ponieważ trzeba zdobyć jedną szybę, która kolorystycznie będzie odpowiadała całemu wzorowi witrażu czy lampy, czyli np. zachodowi słońca albo nadmorskiemu widoczkowi. Natomiast w drugiej, starszej technice, w zależności od wykonawcy wygląda to różnie. Można wybrać wersję, w której wszystkie elementy malowane są na szkle i dopiero potem opalane, a można też niektóre elementy wyciąć z kolorowych szyb, a te wymagające więcej dokładności jak np. twarze, pomalować samodzielnie.

Sposób tworzenia wykorzystywany przez Mieczysława Nowalskiego wymaga więcej pracy, ale przeciętnie jedną lampę wykonuje się w czasie 2-3 dni, choć są i takie, które wymagają miesiąca. Przykładem drugiego rodzaju jest Duża Bisteria, która składa się z 2,5 tys. elementów wielkości paznokcia. Połączenie ich wszystkich w jeden wzór to nie lada wyzwanie. Ceny takich dzieł są również odpowiednio większe. Średnia cena lampy to kilka tysięcy złotych – najtańsze kosztują ok. 500 zł, a najdroższe ponad 10 tys. zł. Te dane dotyczą polskich standardów – oryginalne lampy Tiffany’ego sprzedawane są na aukcjach za miliony dolarów.

W przypadku pana Mieczysława prostych zamówień jest więcej, bo Polakom trudno wyjść poza schemat: jasne tło i kilka charakterystycznych wzorów to wszystkie ich wymagania. Są jednak i tacy klienci, którzy pozwalają popuścić twórcy wodze fantazji. – Niektóre osoby przychodzą z własnymi projektami, ale najczęściej proponują, żebym ja coś wymyślił. Wtedy mogę stworzyć oryginalny projekt – opowiada Mieczysław Nowalski. – Jedna pani zażyczyła sobie kiedyś lampę, na której znajdą się borsuk i czapla, inna chciała mieć abażur w kształcie skrzydeł motyla. A najbardziej oryginalne zamówienie, które dotychczas zrealizowałem to było drzewo, które zawierało pięć lamp w jednym. Klient przyniósł korzeń z pięcioma odgałęzieniami i na każdym miała być lampa. Musiałem poprowadzić elektryfikację do każdej gałęzi, a jako podstawę dałem tzw. kamień filmowy, który nazwę wziął stąd, że „występuje” w filmach – dodaje. Zdarza się też, że lampa przeznaczona na dodatek do innego dzieła sztuki, przyciąga większą uwagę. – Dla jednej z klientek zrobiłem kinkiet. Po pewnym czasie przyszła do mnie i powiedziała, że jej goście bardziej przyglądają się temu kinkietowi niż obrazowi, nad którym wisi – przyznaje z uśmiechem.

 

Widok zza szyby

Prace nad każdą lampą zaczynają się od stworzenia projektu w formie rysunku. Nakłada się go na formę w kształcie abażuru. W warsztacie pana Mieczysława takich form można znaleźć wiele – szersze, węższe, wyższe, niższe, bardziej lub mniej spłaszczone. Można wybierać. Jednak rzeczywistą podstawą lampy jest szyba. – Z szybami jest jak z innymi produktami – są takie za 300 zł, a są i takie za 800 zł czy 1 tys. zł za metr kwadratowy – mówi pan Mieczysław. Żeby pokazać różnicę podstawia droższą i tańszą do światła – pierwsza jakby gromadzi światło, dając niesamowity efekt głębokich kolorów, a przez drugą to samo światło jakby przechodzi i się rozprasza, a szyba wygląda jakby była plastikowa. - Oczywiście klienci wolą tańsze, bo teraz świat zalewa tandeta – przyznaje z żalem pan Mieczysław. - Ale są i tacy, którzy wiedzą, co dobre – dopowiada. Na koniec szybę tnie się na drobne elementy, każdy fragment okłada się specjalną taśmą i wszystko razem lutuje.

 

Artysta rzemieślnik

Wydaje się, że to nic skomplikowanego, ale od projektu do przekazania lampy klientowi daleka droga. Do pracy potrzebna jest nie tylko rzemieślnicza precyzyjna ręka, ale i zmysł artystyczny.

Pan Mieczysław zanim zaczął tworzyć lampy, zajmował się m.in. lepieniem talerzy. - Zacząłem pracować w 1983 r., a w 1990 r. otworzyłem własną firmą – raz z jednym wspólnikiem, raz z drugim – wspomina. Rodzinna tradycja? – pytam, bo to najczęstszy sposób na przygodę z rzemieślniczym biznesem. - Żadna rodzinna tradycja, kolega mnie namówił. Skończyłem technikum chemiczno-ceramiczne. Kiedyś talerze kleiłem i jakoś tak wyszło – przyznaje.

On, rzemieślnik z prawdziwego zdarzenia, przyznaje, że nie może patrzeć na tandetę sprzedawaną w supermarketach. – Łańcuch jak od krowy. Wykończone nie wiadomo czym. To nie są lampy, tylko koszmary jakieś – załamuje ręce. U niego łańcuch jest mosiężny. Podstawy solidne. Nie może sprzedać klientowi byle czego, bo więcej nie wróci. W swoim warsztacie indywidualnie doradza każdemu, kto przyjdzie, dopytuje o szczegóły. – Teraz dla klientki robię lampę z ważką, ale mam dylemat, którą szybę wybrać – mówi pan Mieczysław. Obie podstawia pod światło. Ja sugeruję tę bardziej kolorową, on ciemniejszą. – Będę musiał do niej zadzwonić, bo się nie zdecyduję – uśmiecha się.

Pytam o historię każdej lampy – niektóre nie mają typowo lampianych kształtów – jedna to ślimak, inna wygląda jakby była zrobiona z bursztynu. Najciekawszy jest jednak efekt. Zgaszona lampa wydaje się mieć zupełnie inne kolory niż zapalona, która ukazuje swe piękno w całości. Zgaszony pomarańczowy to zapalony różowy, a zielony okazuje się niebieskim. To, co widać na pierwszy rzut oka nie musi być prawdziwe. Tak jak piwnica – z zewnątrz prawie niezauważalna, a wewnątrz kryje wiele skarbów i historii. Warto nie przejść obok nich obojętnie.

 

 

 

 

 

oceń artykuł:
0/5 (0)
poprzedni   |   następny wróć
Komentarze dodaj komentarz
  • Sztuka w piekle
  • „Te portrety robione ukradkiem w tajemnicy, były dla mnie zapomnieniem, wprowadzały w inny świat, mój świat Sztuki”, „Czułam, że muszę informować o naszej egzystencji, albo przynajmniej szkicować”. To słowa artystów (Franciszka Jaźwieckiego i Esther Lurie), którzy tworzyli w piekle.
    więcej »
  • "Wyczólenie na piękno"
  • Proszę nie przecierać oczu ze zdumienia – nie ma mowy o błędzie ortograficznym w tytule; slogan, który towarzyszyć będzie bydgoskiej akcji memorialnej i edukacyjnej, jest grą słów nawiązującą do postaci malarza Leona Wyczółkowskiego. „Wyczół”, „Leo Wycz”, „Wyczółek” obchodzi właśnie „swój” rok.

    więcej »
  • Staroświecka jak przecinek autorka paru wierszy
  • 1 lutego zmarła Wisława Szymborska, polska noblistka, poetka, która nie lubiła życia publicznego. W jej poezji zwykłe wydarzenia stawały się wyjątkowe. Interesował ją człowiek i jego otoczenie. Prostymi środkami mówiła o rzeczach ważnych.

    więcej »
  • Dar Stalina
  • Co jakiś czas pojawia się głos nawołujący do zburzenia Pałacu Kultury i Nauki. W styczniu przypomniał o tym jeden z ministrów obecnego rządu. Jednak Pałac uznany za zabytek nigdy zburzony nie będzie, a większość warszawiaków darzy go ciepłym uczuciem.

    więcej »
  • Białe złoto z Miśni
  • Któż nie słyszał o miśnieńskiej porcelanie? Finezyjne zakończenia, kolorowe zdobienia, a przede wszystkim lekkość i kruchość przyniosła wyrobom produkowanym w królewskiej manufakturze światową sławę. Miśnieńskie dzieła z jej najważniejszych okresów działalności prezentuje wystawa w skarbcu Muzeum Narodowego we Wrocławiu.

    więcej »
  • Być zapamiętanym jako dobry człowiek
  • Z Jerzym Zelnikiem, aktorem teatralnym, filmowym i telewizyjnym, odtwórcą słynnej roli Ramzesa XIII w filmie Faraon,rozmawia Dominik Górny
    więcej »
  • Tajemniczy ogród
  • Ogród, czyli miejsce, gdzie można odpocząć, schować się, nacieszyć oczy pięknem natury, zespolić się z nią. Ogród jako miejsce mityczne, Eden, raj, po którym człowiek przechadza się z Bogiem. Kraina wiecznej szczęśliwości, niestety utracona. Jej ślady w malarstwie naiwnym prezentuje wystawa w Muzeum Śląskim w Katowicach.

    więcej »
  • Po co kinu literatura?
  • Pierwszy polski film pełnometrażowy powstał w 1911 roku i jest owiany tajemnicą. Była to adaptacja utworu Stefana Żeromskiego Dzieje grzechu. Nuda czy dobry początek? Zobaczmy, jak zaczął się romans literatury z kinem.

    więcej »
  • Kanały życia
  • Najnowszy film Agnieszki Holland pt. W ciemności to nie tylko historia o dramacie Żydów w czasie II wojny światowej. To przede wszystkim opowieść o tym, jak cienka jest granica między dobrem a złem.

    więcej »
  • Zapomniane piękno pisma
  • Kaligrafia, czyli sztuka pięknego pisania, dziś wydaje się przeżytkiem. Na szczęście ta umiejętność nie jest całkiem martwa. Zajmują się nią nie tylko pojedynczy artyści, kursy kaligrafii cieszą się coraz większą popularnością.

    więcej »
right
left
Orszak Trzech Króli 2012